poniedziałek, 11 grudnia 2017

Przygotowanie do II Złotego Biegu w ramach 26 Finału WOŚP pełną parą !


 Serdecznie zapraszamy wszystkich do udziału w II edycji Złotego Biegu organizowanego w Złotowie , na stadionie sportowym przy Ul. Wioslarskiej. Bieg odbędzie się 14 stycznia 2017r w finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Każdy chętny do pokonania dystansu według własnych możliwości może się zapisać wysyłając dane na adres zlotybieg@wp.pl.
W zamian za udział otrzyma pamiątkowy medal, pakiet startowy, posiłek regeneracyjny oraz udział w koncercie finałowym organizowanym obo biezni stadionu sportowego.
Zapraszamy serdecznie do wydarzenia na fb


środa, 29 listopada 2017

Już w tą sobotę wielkie show Marathon Aerobic !!!!


39 PZU Maraton Warszawski - tyle asfaltu na raz !

 Minęły 232587455 dni...zbieram się i zbieram, żeby opisać wrażenia z maratonu.
W sumie tego pierwszego ulicznego - najważniejszego. Ale jak już odetchnęłam i nogi przestały tak boleć - stwierdzam, że miałam o wiele większe wyzwania sportowe :)
Chyba całe życie nie doceniamy zgromadzonej siły i własnych możliwości.
Bo w sumie jeśli zaliczałam rajdy przygodowe i biegałam, jeździłam, szurałam po 60 km trasy to czemu niby nie miałabym zaliczyć o 20 km mniej ?
Nie czuję się specjalnie cudowna z uwagi na ukończenie maratonu, za to wręcz płonę z dumy i wewnętrznej mocy za metę z uśmiechem na twarzy ! Nie każdemu się to udało :)
Jednak aby za dużo nie rozpisywać swoich emocji podzieliłam trasę na małe cegłówki :)
Zapraszam do relacji, ale przede wszystkim do odwagi na ten swój pierwszy, królewski dystans :)

Stanęłam spokojnie przy grupie na 4:50 - z uwagi na ich plan zmian tempa nie wiązałam przyszłości w tym związku. Ustawiłam cel - wolno, spokojnie, z otwartą głową aby na mecie wylądować zdrowa i z uśmiechem na twarzy. Tempo 7:0, na punktach korzystać, nie omijać :)
5 km
Pogoda idealna, lekki deszcz, nie za zimno, świetna obsługa trasy, zabezpieczenia. Początek wręcz świetny. Biegnie się lekko.
10 km
Sznur ludzi zaczyna się lekko rozciągać, coś mnie pobolewa, coś tam sobie zmyślam. Nie jest źle. Ale asfalt zaczyna mnie po mału wkurzać. Nie lubię tak monotonnie biegać, jednak kibice na trasie dodają otuchy. Zaliczyłam już punkt regeneracyjny i trzymam tempo 7:0 - nawet jedną rzęsą nie mam ochoty tego zmieniać :)
15 km
Zaczyna na prawdę być nudnie. Większość zaczyna walczyć - gubią z każdym kilometrem swoje uśmiechy. Nogi dają znać, że istnieją, ręce też. Woda w  bukłaku, baton w kieszeni ...pilnuję tempa i nie skupiam się zbytnio na wadach zmęczenia. Lecę...
25 km
Półmaraton za mną, nie nadaje się na takie bieganie po mieście teraz już wiem. Jestem typem biegającego buszmena, brakuje mi drzew, krzaków, piachu i natury. Spaliny, asfalt, wycie, hałas nie jest moim sprzymierzeńcem. Zaczynam być rozdrażniona i szukam po mału winowajcy tego startu.
30 km
Już sama nie jestem do końca pewna co tu robię. Nogi bolą, miednica boli, ręce zaczynają puchnąć, jedynie Bogu dziękuję że trzymam tempo. Każdy punkt regeneracyjny jest mój. Nienawidzę izotoników ale z uwagi na ręce zaczynam je po mału pić. Do tego łyczkami woda, banan i żele. Trwam odliczając wręcz kilometry jak karne przedstawienie. Walczę głową aby pisała swoje opowiadania i nie myślała o tym co boli.
35 km
Chyba ten moment ominę, skończyłoby się na samych przekleństwach, wyzwiskach i słownych katuszach.........nie wypada tutaj.....
40 km
Ból, to już pojęcie z którym zaczęłam być w parze na weselnym parkiecie. Tańczyłam tak szybko, aż przestałam o tym myśleć. Odcięłam głowę, już mnie nic nie ruszało, przecież muszę dobiec...dobiec.....biegnij......biegnij......jeszcze troszkę. Miałam serdecznie wszystko gdzieś, dosłownie olewałam temat. Bezsilność mieszała się z nieśmiertelnością. Trwałam na jakimś minimalnym akumulatorze. Paliłam wewnętrzną nienawiścią do asfaltu !
42 km
To jest nie do opisania jak wolno pokonujesz te ostatnie metry, centymetry, niby biegniesz ale praktycznie w miejscu. Chciałam ryczeć w głos każdym stąpnięciem buta. Wszystko się gotuje jak w garnku z kapuśniakiem. Niby jesteś szczęśliwa, że to już niebawem, zaraz, za moment koniec.
Z drugiej strony chcesz pozabijać tych co cię namawiali, że będzie fajnie, będziesz maratończykiem. Gdyby można było odpiąć nogi ............
195 m
Sama nie wiedziałam czy wrzeszczeć, ryczeć w głos - aż po zanoszenie, wpaść w panikę , euforię....... ta zupa emocji gotowała się teraz na najwyższym ogniu. Byłam przeszczęśliwa, po trochu gotowa do morderstwa samej siebie.
Powiesili mi medal na szyi, mój, jedyny, piękny, przez ból, cierpienie, walkę, mam go !
Matko jak mnie boli miednica, nogi, palce, oczy...wszystko....
ściągnęłam buty, do domu szłam na skarpetach z wielkim , szeroki, pełnym uśmiechem na twarzy.

Kluczem do sukcesu jest ekipa, z która wybieracie się na maraton. U nas był pełen radości i śmiechu bus, a w nim obstawa 7-miu istot rządnych przygody. Dla trójki z nich to był ostatni dystans do Korony Maratonów Polskich, a mając tak mocne wsparcie nie odczuwałam stresu przed startowego.


czwartek, 16 listopada 2017

"Biegacze" - by dotknąć granicy marzeń

Wyszłam z kina, obejrzałam, nie mogę oddychać......
Zapiera mnie z wrażenia, z przekazu szaleństwa, poświęcenia, poczułam ból tego sportu.
Film wywiera na widzu ogromne emocje, buduje historię trójki ludzi, którzy z pozoru są zwykłymi osobami dnia codziennego. Mają jeden cel - bez względu na konsekwencję.
Nie wiem czy zdobyłabym się na odwagę aby poświęcić rodzinę, własne zdrowie i przyszłość.  Zostać z poczuciem ukończenia tak masakrycznego dystansu i oglądania w samotności medalu.
Czy warto ?
No właśnie....myślę, że zależnie od osoby - każdy inaczej to zrozumie.
Jedni spojrzą sercem tak jak ja, inni zobaczą ciekawą ludzką historię.
Jestem biegaczem, ale amatorem, jeszcze nie znającym kreski, która wyznacza koniec sił własnego ciała. Ale zdążyłam już doświadczyć chwili, w której głowa odrzuca adrenalinę, a uruchamia zdrowe myślenie. Jednak nie mam takiego doświadczenia by oceniać bohaterów filmu.
Na początku miałam w sobie wewnętrzną walkę , że to są szaleńcy, wariaci, chorzy....po prostu nienormalni.
No jak ? Jak ?
Jak można poświęcić własny związek,rodzinę, doprowadzić do jego rozpadu względem biegu ?
Jak można 5 tygodni po porodzie stanąć na linii startu takiego wydarzenia jak " Bieg 7 Szczytów" ? Jak można wiedząc , że pozostanie się kaleką jednak podjąć wyzwanie ?
No jak ?
Czy te 240 km warto ? Aż tak cenne ? I co po nim ? Samotność ? Kalectwo ?
Byłam wściekła............ wściekła na siebie - tak bardzo chciałam tam być z nimi.
Biec chociaż trochę, poczuć ich magię, siłę poświęcenia.
Być tą chwilę, moment, urywek dnia tylko tam. Usłyszeć wystrzał do biegu.
Obserwowałam film traktując go niczym lekcję - co piją, co jedzą, jak są ubrani. Samoistnie uczyłam się na przyszłość ? Bałam się sama siebie , a jednak pragnęłam poczuć ten dreszcz, granicę wytrzymałości, ból mięśni. Łapałam się na momentach, że ciało zaczęło marzyć, aby kiedyś dotknąć tego dystansu - spróbować się poświęcić.
Oglądałam i czułam momenty na własnej skórze.
Ten wiatr , który przenika pomiędzy drzewami, dolinami, dmucha w twarz mokrą od potu.
Zapach gór, ich ciszę, odgłos uderzeń stopy o ścieżkę biegową i oddech.
Stałam się częścią filmu, biegłam wewnętrznie, czułam na sobie ich doznania.
Rozumiałam film własnym sercem i pasją.
Nadal nie mogę oddychać, jestem ściśnięta od wrażeń.
Wiem, że mam najpiękniejszą pasję na świecie. I to jest mój sukces.


























niedziela, 12 listopada 2017

Samozwańcza Noc Biegowa w Dzień Niepodległości 2017r

Spośród słów używanych nieczęsto, tłumnie dzisiaj na place wybiegło
Słowo piękne, jak honor i męstwo
słowo, które brzmi - niepodległość

Niepodległość to brąz na cokołach
lecz na co dzień - mówiąc po prostu
polski dom, polski las, polska szkoła
polska władza i polski Kościół

Ono znaczy- bez strachu spać
Ono znaczy - spokojnie się budzić
kochać, śmiać się i pewnie trwać
- w wolnym kraju wśród wolnych ludzi.

" Niepodległość " Marcin Wolski

Szalone pomysły to już nasza codzienność. Ten również do nich należał. 
Chciałyśmy zebrać biegaczy, patriotów, chętnych aby uczcić Dzień Niepodległości w trochę inny sposób. 
W okowach nocy, bez medali, bez szumu wielkich wydarzeń - pobiegliśmy wspólnie 11 km z racami świetlnymi, flagami i we wspaniałej atmosferze.
Dzień Niepodległości to święto każdego Polaka, zapewnili nam to bohaterowie, o których warto pamiętać, a tę pamięć przekazywać dalszemu pokoleniu. 
Bieg był prawdziwym symbolem - znakiem pamięci tych, którzy walczyli w ciągu dnia i nocy, ginęli młodo ale z ojczyzną w sercu. Wartość wydarzenia zasługuje na kolejne edycje i wspólne utrwalanie pamięci. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do jego organizacji, oraz tym, którzy pobiegli w słusznej sprawie. Widzimy się za rok.