wtorek, 30 grudnia 2014

W grupie siła czyli motywacja zimą !






Jak biegać zimą, a do tego znaleźć przy tym chęci ? Temat głęboki i szeroki jak rzeka. Nie oszukujmy się, każdy ma inne nastawienie do uprawiania sportu i spędzania wolnego czasu. Dla mnie chwila dnia, która wiem, że jest tylko dla mnie - kojarzy się z jednym tematem. Myślę albo o siłowni, albo o bieganiu lub zajęciach z moimi gazelami ( szalone gazele - grupa dziewczyn, które nie tolerują foteli, ćwiczą i walczą o lepsze JA ).Biorąc pod uwagę pogodę to mróz niektórym niezbyt pasuje z uprawianiem sportu.
Ja jednak kocham biegać zimą. Może mam sentyment bo zaczynałam sama w lutym br przy temperaturze -14 i dałam radę ? Nie mam pojęcia. Wiem jedno - jest to swoiste pokonywanie własnych barier. Ale bądźmy szczerzy - łatwo nie jest.


Największym problemem jest przekonać innych, że pomimo tego co widnieje na termometrze to i tak będzie ciepło.
Lekka rozgrzewka, kilka ćwiczeń rozciągających i slow jogging. Krajobraz zimy, oszronione drzewa,  przyjemnie, ciało gra własną muzykę, śnieg...... wszystko to ogromny obraz w którym jesteśmy głównymi postaciami. 












































Żeby jednak zaszczepić ducha zimy w ciała innych zorganizowałyśmy spotkanie biegowe. Miałyśmy pomysł aby wyciągnąć nasze dziewczyny i pokazać im jak same spędzamy czas wolny. Nie wzięłyśmy pod uwagę tego, że pomimo mrozu tak bardzo osiągniemy sukces i zarazimy je w pełni Naszym nastawieniem. Mamy grupę fajnych towarzyszek sportowych, głodnych poznawania i przekraczania granic.



Było na prawdę super. Taki dobrze spędzony poranek. Śmiech, sport i mróz ..... stwierdziłysmy że pomysł był świetny i będzie powtarzany co tydzień bez względu na pogodę. Myślę, że jeśli ktoś spróbuje korzystać ze sportu zimą - gdzie jest troche trudniej, to w nim już pozostanie. Najważniejsze aby znaleźć w sobie tą stronę, która ciągle będzie nas motywowac i uświadamiać, że nasz wybór jest prawidłowy. Uśmiech mamy zapewniony - tylko trzeba iść biegać :)






























 Może nasze uśmiechy w tym dniu biegania wystarczą innym aby samemu wykorzystać podobnie czas bądź dołączyć do nas. Ten jeden dzień dał nam złoty medal w bieganiu. Zaraziłyśmy cała grupę na niedzielny poranek w tak doborowym towarzystwie. Myślę, że zmiana w życiu jest potrzebna każdemu, może wystarczy poznać sposób innych i trochę zaszczepić pozytywnych pomysłów ?
Mróz i wiatr to nie wróg :) Posiedzimy w fotelach pod kocami na późną starość..... a może i nie...




poniedziałek, 22 grudnia 2014

Grand Prix City Trail Bydgoszcz vol II

Niedziela 21,12,2014 - drugi z serii biegów w bydgoskim Myślęcinku należał do przebierańców. Ogólnie dwa tygodnie wcześniej Aga jak zwykle planowała strój. Okazja trafiła się wraz z wizytą w stacjonarnym sklepie old schoolowym ( lumpeks ). Zapas peruek jaki dostałyśmy starczy na cały rok 2015. Przy zakupie od razu zaznaczyłam że bujna czupryna Cher jest moja, odlot, nigdy nie miałam gęstych włosów - ta jedyna miała mi zapewnić radość , nie ważne że sztuczną i jednodniową. Potem jednak wiedziałam, że 2kg dodatkowych włosów na głowie to żadna przyjemność.


Jak ustaliłyśm która w jakich włosach pobiegnie to pozostało tylko dobrać stroje. Nasze tiulowe spódnice , które czekały na swoje przedstawienie były w tym temacie idealne. Legginsy - ukochane Trash..... wygoda, wygląd, cudo... milion zalet w jednym. Byłyśmy gotowe.

Droga ujmując krótko była dość złożona z pewnych dziwnych zachowań. Każda z nas miała jakąś przypadłość, oszczędze Wam szczegółów, jednakże powodowało to straszne wybuchy śmiechu i narzekania. Można by powiedzieć , że każda gadała co innego śmiejąc się nawzajem. Miałyśmy w aucie również dwie maski - jednorożca, który od wyciągnięcia z reklamówki należał momentalnie do Photo Grirl oraz maskę starca którego raczej nikt nie chciał.
Zajechałyśmy szybko, startery, numery, bieg.


Powiem szczerze, że wczorajszy dzień był jak dotąd najśmieszniejszym jaki miałam, a dzisiaj odczuwam zakwasy twarzy. W zespole biegaczy była grupka przebranych jak my. Do tzw osobliwości należał : Borat, hydraulik z żoną, zawodnik sumo, policjant, Pippi, My :), mikołaj i kilka osób mniej lub bardziej sklasyfikowanych do dziwnych postaci. Ogólnie wszyscy przebrani tworzyli grupę na końcu :) Ale warto było czekać, być ostatnim i przebiec metę z wszystkimi " dziwnymi ". Cała drogę był jeden wielki smiech, takie kabaretowe 5km :) Klimat biegu nie do powtórzenia. Będę to pamiętać na zawsze. Przede wszystkim przebranie to jest to !
Następny bieg tej serii jest 25 stycznia 2015......... myślę za co się przebiorę :)




środa, 10 grudnia 2014

List do Mikołaja

Kochany Święty Mikołaju , w tym roku byłam bardzo grzeczna. No dobra przesadziłam z tym " bardzo ", powiedzmy, że byłam naturalnie grzeczna. 
Z początkiem roku miałam napad ogromnego lenia i preferowałam ciepłe fotele, drożdżówki i kawę po południami. Ten stan jednak utrzymywał się u mnie tylko przez styczeń. Od lutego miałam napad dobra i mądrości bo zaczęłam biegać. Wymagało to ode mnie dość dużego zaparcia bo dusiłam się niczym złota rybka w szklanej kuli. Za samo to zaparcie należy mi się duży prezent. Jak sobie przypomnę te bardzo brzydkie przekleństwa na moich amatorskich początkach, z pewnością zasłużyłabym wtedy tylko na jedno jabłko i to jeszcze plastikowe. 
Z biegiem czasu jednak nabierałam ochoty na pozytywną zmianę mojego życia. Nagle okazało się, że mam czas dla siebie, dla dzieci, dla domu i biegam. Gdzie wcześniej byłam wielce zarobiona i nie mogłam już nic innego robić w tym szaleństwie dnia... no dobra na ciepły fotel czas znajdywałam. Jestem teraz grzeczna cały czas. Dodatkowo uczestniczyłam w charytatywnych biegach gdzie swoim uporem i chęcią pomocy - dzieliłam się tym z bardziej potrzebującymi. Powiem szczerze, że zawody charytatywne mają swoją magię. Zawsze mam świadomość, że zebrani tam ludzie mogą również zastąpić anioły - takie mają wielkie serca. Poświęcają się sami aby pomóc innym. 

 

Myślę, że już wystarczy opisu o moim poziomie dobroci i grzeczności, przejdźmy do tematu prezentów.
Przyznaje się bez żadnych kar, że moja szuflada odzieży do biegania i siłowni juz się nie domyka. Próbuje za wszelką cenę upychać piętą i kolanem ..... nawet siadałam żeby ją wsunąć - niestety bez poprawy. Najgorzej jak wszystko jest czyste i poskładane, a ja nie mam gdzie tego ułożyć. Z moim minimalizmem wyposażenia domu nie jestem w stanie prosić o większą szafę bo i tak nigdzie jej nie wstawię. Wolę przestrzeń w domu i obszar do grania w piłkę z dziećmi. Ale tak po prawdzie przydałyby mi się jedne legginsy zimowe bo pogoda może być ho ho ho i co wtedy ? Myślę, że znajdę rozwiązanie na szufladę i przeniosę się do męża szafy....... nie powinien się obrazić. Lub zrobię to po cichu i po prostu nie będę go niepokoić. To jak jesteśmy w temacie legginsów i znalazłam miejsce do upychania to bluzka thermo też by się przydała. Marzę o różowej, takiej neonowej jak moje kochane pseudobiegaczki. Jeszcze nigdzie takowej nie widziałam ale Mikołaj lata po całym świecie to na pewno znajdzie. Nie przyznam się do ilości biegowych butów bo chyba ich nie chcę...chyba..... zastanowię się.
Nie bede prosić o piękne ciało bo to akurat zależy tylko ode mnie i sama tak na prawdę potrafię uporem i pracą je wymodelować. Wystarczy, że będę uparta w swojej pasji i ominę codziennie szafę ze słodyczami. Ale do końca życia wszystkiego nie można sobie odmawiać. Dzisiaj tylko zjadłam 6 świątecznych ciasteczek...... już żadnego nie wezmę............. bo się skończyły.

Na koniec jakbyś chciał sam mi coś dorzucić malutkiego i osobistego to biegowa bransoletka dopełni całości. Tylko pamiętaj, że jedną już mam, nie kup przypadkiem takiej samej :)
W przyszłym roku chcę być jeszcze grzeczniejsza, będę biegać, ćwiczyć z moimi szalonymi gazelami  oraz brać udział w zawodach. Szczerze powiem , że moje nazwisko na liście startowej dwóch półmaratonów trochę mnie przeraża - ale dla chcącego nic trudnego. Także Mikołaju - zdrowia i wesołych świąt. Pamiętaj - nie ma ludzi niegrzecznych.... są tylko tacy ze słabą wolą i niechęcią do zmiany trybu życia. Niektórzy po prostu nie wiedzą że robią źle :)

wtorek, 9 grudnia 2014

Christmas run, run, run ......Malta Poznań i tysiąc Mikołajów

Ach co to był za bieg... Ale do rzeczy i od początku. Na ten bieg czekałyśmy z niecierpliwością już od dwóch miesięcy. Wielkie szykowanie  - nie kondycyjne, ale w stroje Mikołajów. Nazwa biegu zobowiązuje! Mnóstwo pomysłów, wariantów, burza mózgu, przeglądanie i podglądanie... Ale jak przyszło co do czego to wyszło klasycznie! No może nie do końca, bo mój strój w kolorze niebiesko - białym do takowych nie należał. Ale w Poznaniu to jedyny kolor w którym mogłam wystąpić ;)
Tym razem wraz z nami na bieg pojechała nasza Photo Girl Mika oraz Agi C. syn - Konrad i mama - Jolanta.
Skład trafiony w dziesiątkę!!!


A zaczęło się już po przekroczeniu tablic z końcem Złotowa!!! Mama Agi, złota kobieta, otworzyła tajny kuferek, a w nim... wszystko co potrzebne. A mianowicie: kawa, herbata, napoje, kanapunie, ciasteczka, batoniki, owocki, warzywka, dosłownie taki własny Wars w aucie!!! Taka kobieta to Skarb!!! Mamo Agi masz w naszym składzie już miejsce na stałe!!! W cudnych różowych kubeczkach piłyśmy napój bogów - kawę i nawet się nie spostrzegłam jak w sielskiej atmosferze przekroczyłyśmy granice Poznania! Aga C. to kierowca pershing!
Po zaparkowaniu auta, szybciutko po pakiety startowe! Po drodze spotykałyśmy mnóstwo na sportowo ubranych Mikołajów! Już zaczęła nam się udzielać atmosfera, która z każdą chwilą przeradzała się w panikę, gdyż jezioro Malta z każdym krokiem wydawało nam się coraz większe...

Numery startowe i chipy zostały zamontowane. Szukałyśmy Gosi z naszej ekipy szalonych gazel, która postanowiła swój pierwszy bieg odbyć właśnie tutaj. Wspólna rozgrzewka i z grymasem uśmiechu przez łzy ruszyłyśmy w stronę startu!!! Uśmiech na twarzy, bo jeszcze nigdy nie widziałyśmy tylu Mikołajów w jednym miejscu... Przecież to tylko 2 okrążenia wokół Malty, to takie nasze dwie promenady (tak mówiłyśmy przed startem, przecież pikuś).
Chwila....moment.....START ! Poziom adrenaliny wzrósł maxymalnie, serce kołacze jak głupie, uśmiech a"la  kąciki idą w dół... Nie wiem czy mi zimno, czy gorąco... Ale stało się trzeba przebierać nóżkami. Myśli się kłębią, ni to radość ni to smutek, dopiero początek, a ja już myślę o mecie... Wątpliwości mnie ogarnęły bo dawno przecież nie trenowałyśmy... Kilometry się ciągną, powtarzam w myślach jak mantrę "dwie promenady... dwie promenady... dwie promenady...".
Zbliżam się do końca pierwszego kółka i co?
Jest zdecydowanie więcej niż 5 km. Kto mi powiedział że to dwie promenady? Odnajdę i uduszę... Kończąc pierwsze kółko zobaczyłam uśmiechnięte buzie Mamy Agi, Konrada i Miki!!! Nagły zryw i nowe siły, ale na dużo nie starczyło... Co ja tu robię? Rozglądam się... Kurde, mogłyśmy przyjechać tu na Termy Maltańskie, które właśnie mijam, na zakupy, nawet na tor narciarski... Po co mi to było? Nogi z ołowiu, zaczynam zwalniać, oddycham jak lokomotywa.........

Ale słyszę za plecami jakiegoś dobrego ducha: "Dasz radę, tak trzymaj, zwolnij oddech, mniejsze kroki i będzie git, jeszcze tylko półtora kilometra...". To był głos dziewczyny przebranej za elfa.
Wszystko fajnie, tylko że pod górę...
Zbliżam się do mety, jeszcze 800 metrów i głosy kibiców, których doping niemal unosi mnie w powietrzu... I jest META!!! Dobiegłam, 11 km za mną!!! Medal na szyi!!! Cudny!!!
Czuję się jakbym przebiegła ultramaraton...
Nagle przede mną staje Justyna (kolejna koleżanka ze Złotowa) z medalem na szyi i jej mąż, który przynosi nam termo folie!!! Gratulujemy sobie i dobiega Gosia!!! A po niej Aga za rękę z synem... Cudne przeżycie!!!
Bieg, mimo tego, że bardzo wyczerpujący, długi, dał mi wiele satysfakcji. Wspaniała atmosfera, wszechobecna radość, doping kibiców, a przede wszystkim najbliżsi oczekujący na mecie - NIEZAPOMNIANE!!!