środa, 30 lipca 2014

Będę biegać i schudnę !!!!! Na pewno ??

.........Miałam duże założenie, chciałam schudnąć po ciąży.......przez 12 mcy nie mogłam sobie poradzić z wielkim nadmiarem wiszącym tu i ówdzie. Ale jak się do tego zabrać żeby żyć nie patrząc na talerz jak na zabójcę ? Jak to zrobić żeby funkcjonować z uśmiechem na twarzy ? Ta zapadnia wagi stała nade mną jak wielka bucząca krowa. Ale nadal chciałam schudnąć.......... tylko bez głodzenia...... czyli jak ????? Internet jest boski, naczytałam się, wszędzie były same superlatywy - wystarczyła lekka dieta i będzie git. No to zaczęłam cudowne pochłanianie - niskokaloryczność moim domem.  Byłam dzielna i dumna, że jestem na diecie. Ale byłam taka tylko do momentu aż przyszedł tydzień - ukochany przez wszystkie kobiety - hormonalny tydzień !!! Wtedy nie da się przejść obok snickersa obojętnie, noż do cholery nie da się !!!! Musiałam .......... prawie biegłam po ........ byle trochę cukru . Moje postanowienie trochę podupadło.......poza tym ważyłam wciąż tyle samo ........... motywacja uciekła....daleko... za ocean


Sport.
Przyszedł w końcu czas na myślenie topienia tłuszczu. Miałam chęci, ale nie za bardzo wiedziałam za co się zabrać. Rower jest świetny ale na nim tak na prawdę d..a siedzi, a nogi ćwiczą. Siłownia to zamknięta przestrzeń - dla tych którzy mieszkają w wielkiej metropolii jest rozwiązaniem. Ale w Naszej krainie jezior byłoby to błędem. Uprawiałam 3 miesiące nording walking , chodziłam, pukałam ....... i przestałam się meczyć. Za to dotleniona byłam maksymalnie. Przyszedł czas na bieganie. Katorga !!! Boże kto mnie wygonił i za jaką karę? Kto był tak straszny żeby mnie namówić ? Moje łydki, moje uda, ręce ... wszystko mnie bolało po 200m...... poszłam tylko raz a potem nie mogłam wstać z krzesła. Doszło do mnie, że jestem zaśniedziałym stworem, który nie zna ruchu. Kilometry zrobione z wózkiem ( mikro szkrabik ) nic nie dały. Byłam jednym wielkim zakwasem.
 Ale biegałam dalej..........ważyłam się ...... i biegałam. Jadłam tak samo choć trochę zdrowiej. Ominęłam mocno wieprzowinę, słynne parówki i smażone dania. Nie dlatego, że wszędzie pisali, że to beeee tylko dlatego że było mi potem ciężko. Po prostu biegłam jak traktor. Więc pokochałam pięć posiłków w zmianach wartościowych - śniadanie i obiad jako dania święte, kolacja maleńka bądź w ogóle ponieważ jak wróciłam z rejsu to tylko szukałam butelki z wodą. Pomiędzy dwie zdrowe przekąski i litry wody .Dalej się ważyłam........ waga nie drgnęła......
Teraz najlepsze - biegam od lutego 2014. Biegam prawie co drugi dzień. Wzięłam udział - dopiero - w dwóch biegach masowych. Jeżdżę na rowerze, pływam, spaceruje z wózkiem ( Artuś 2 lata ). Jestem aktywna, pełna energii, uśmiechnięta i zdrowa. Ale przede wszystkim - schudłam TYLKO  4 kg !!!! W tak długim czasie, uprawiając sport  TYLKO !!!! Jednakże więcej schudłam w złym myśleniu, zaczęłam żeby mieć figurę Kate Moss... na stare lata zaczęło mi chyba odwalać. Tylko , że z czasem biegając przestałam myśleć, że to jest takie ważne, nie zwracałam uwagi na wagę i wygląd. Oczywiście dbam o siebie bardzo, a nawet bardziej bo każdy biegacz ( kobieta przeważnie ) jest kolorowy i wyróżnia się z tłumu. Musiałam o to zadbać co zresztą było mi na rękę :) Zauważyłam jednak największy pozytyw mojego podejścia - zanim zajarzyłam, że nie chudnę zobaczyłam mięśnie !!!!!!! To był dla mnie diament całej mojej pracy. Ubiłam się, zmieniłam budowę na bardziej zwięzłą i nie patrzę w lustro jak na potwora. Oczywiście nadal mam co nie co do zrzucenia, ale teraz patrzę na ten balast jak na coś co nie pozwala mi biegać dalej.......jeszcze dalej.......BIEGAĆ !!!

p.s. przestałam się ważyć :) szkoda czasu

wtorek, 29 lipca 2014

Aga J i jej run-story



A teraz to moja kolej na opowieść o początku biegania… Mam nadzieję, że nikogo nie zanudzę swoją historią, ale muszę wrócić do prehistorii, czyli mojego dzieciństwa… Miałam problemy z astmą. Nasza kochana medycyna na owe czasy (30 lat nazad) leczyła mnie sterydami, więc dzięki leczeniu przybyło mi trochę kilogramów… Do tego zakaz uprawiania sportu!!! (czytaj między innymi brak w-fu w szkole)… Mając 8 lat ważyłam 59 kg, więc byłam nieco „filigranowa” – na zdjęciach z komunii byłam najgrubsza zaraz po biskupie… Z czasem choroba trochę odstąpiła, więc po naciskach rodziców zaczęłam ćwiczyć w szkole. Do tego zapisałam się na kometkę wraz z koleżanką Kasią S. (patrz nasz wspólny mianownik z dziewczynami i przyczyna naszej choroby zwanej bieganiem obecnie)… Niestety po roku trzeba było skończyć zabawę z trenowaniem i ćwiczeniami.
I tak do 2004 roku…
Chodząc z psem na spacerach często obserwowałam biegaczy – uśmiechniętych i radosnych… Zazdroszcząc zapisałam się na siłownię i tak już poszło… Zaczęłam ćwiczyć na spokojnie. Mogłam sobie na to pozwolić bo wyrosłam, wyciągnęłam się, a medycyna poszła naprzód…
I nadszedł ten dzień. Była wiosna, maj 2008 roku. Pomyślałam sobie – skoro ćwiczę na siłowni, to mam kondycję. Więc ubrana w nowo kupione buty do biegania wyszłam przed dom. Było ok. godz. 18:00, doszłam do naszej promenady i podpięłam się do pary biegnącej po tym terenie. Stwierdziłam, że tempo mają ok., dość wolne i będę się trzymać 5 metrów za nimi. Początek, ok. 400 metrów, był ok, ale z każdym kolejnym krokiem para biegaczy zaczęła się oddalać, a mi zaczęły napływać łzy do oczu, krew na twarz, która przybrała kolor purpury. Do tego żar w płucach – nie do opisania. Myślałam, że to koniec, umieram, w podświadomości żegnałam się z życiem. Usiadłam pod drzewem i tak siedziałam, łapiąc powietrze, jak ryba wyciągnięta z wody…
Siedziałam tak z dobrą godzinę. Doszłam do wniosku, że jednak przeżyję. Wróciłam wolnym spacerem do domu. Czułam się jak koń po westernie, ale chyba sama sobie zaimponowałam. Przebiegłam cały … 1 km. Taki to był mój początek.

Treść : Aga J :)

Nasz pierwszy, wspóly start.... BPH TUR NIGHT 2014 Chojnicka Noc Biegacza

Nasz Don Cerano Aga C wydał dzisiaj polecenie:
Pati, opisz Chojnice!
... cóż pozostało.... nie można przecież sprzeciwić się Głowie Mafii :)

W Chojnicach wystartowałyśmy po raz pierwszy wspólnie - Aga J., Aga C. i moja skromna osoba.
Doczepił się do nas także mój Love Krzysiek :)
Bieg, jak bieg... gdyby nie to, że odbywał się w nocy ( g. 00.30 ) i to jeszcze w kółko!
Wyobrażacie sobie biec 5 kółek po kilometrze w centrum miasta???!!!
Po trzecim okrążeniu każda z nas miała helikopter w głowie i powtarzała:
" nigdy więcej! " 

Znałyśmy już wszystkie wystawy po drodze, a Aga J. nawet upatrzyła sobie kieckę.
Do tego nasz Don wystartowała jak z procy, dała się ponieść tłumowi i na metę dotarła z wyplutymi płucam.


Ja... cóż... wiadomo... spokój, opanowanie, zero uniesienia w tłumie... jednym słowem slow jogging na maxa :)

Tekst: Pati

Bieg Filmowy Wałcz 19.07.2014

Wielkimi krokami zbliżał się .........upał....... nieziemski, 32 stopnie, tragedia........ cały dzień myślałam jak pobiegnę. Ten skwar i bieganie? A jak będę zmęczona i spróbuje złapac trochę tlenu co wtedy ? Łykać ostatki żaru ? Zemdleje? Nie biegnę ! Olać....dzieci muszą mieć matkę ! .......... Cholera ..... może jednak..... tyle się przygotowywałam...dziewczyny mnie zakraczą. Już od rana Aga J pisze kiedy jedziemy ? O której ? Czy z M czy z Pati ? Nie ! Nie mogę im tego zrobić.......nie mogę.
Pojechaliśmy........ Love Pati - Krzysiek był naszym kierowcą. Podróż przypominała wycieczkę emerytów podnieconych przed zwiedzaniem. Gadałyśmy wszystkie na raz, każda chyba chciała się wyładować. Bieg Filmowy to ponoć super bieg, Nasz pierwszy bieg na 10km !

 Dotarłyśmy, szczęsliwe, podniecone, z błyskiem w oku. Maniakalnie prawie jako pierwsze zapisałyśmy się na listę startową już w maju. Trochę chyba traktując to jako motywator, trochę jako punkt celowy, że już nie ma odwrotu. Z wielkim ładunkiem emocji poszłyśmy po numery startowe, po kapelusze, koszulki...tyle tego było na stronie. Na kapelusz czekał mój 10letni syn - chodziło mu raczej o gadżet bo jakos nie wierzę, że by w nim chodził np na Orlik :) Przy stanowisku otrzymałyśmy solidny " plaskacz " - jako amatorki nie wzięłyśmy pod uwagę, że biegi mają swoje życie i swoje zasady. W Wałczu np zabrakło kapeluszy i koszulek firmowych, czyli, że np jeśli biegacz nie przyjechał do 17ej ( 2 godziny przed biegiem ) to o kapeluszu może pomarzyć. W ramach rekompensaty dostałyśmy męskie koszulki, ale mniejsze rozmiary - tak dla zasady co zostało to chwytajcie. Akurat to nie miało dla mnie większego znaczenia. Chciałam swój jedyny numer z imieniem. Tutaj dostałam drugi " plaskacz " , taki porządny coś a"la zdradzona kobieta. Bowiem pomimo, iż nie przyjechałam do 17ej - mój numer 155 razem z imieniem Agnieszka został komuś przekazany....... mogłam wybrać w tych które leżały w kartonie. Mogłam miec Ryszarda, Kazimierza, Tomasza, Stefana.... lub Katarzynę. Gender raczej nie preferuję, więc aby biec wzięłam Katarzynę ......




 Wszyscy się rozciągali, biegali, robili motylki ........ to my też.....w końcu 10km.... i ten upał...


Biorąc pod uwagę temperaturę jak na Giblartarze opiłyśmy się wody. Nie wyobrażałam sobie w tym upale jeszcze cos nosić w dłoni więc czym prędzej nawodniłam się po same uszy. Oczywiście miałam w planach katastroficzne wrażenia typu omdlenia, ataki po ukąszeniu owadów, wściekłe pająki lub plaskacz z gałęzi rozpędzonej po wcześniejszym biegaczu. Jak na moje wyobrażenia nic takiego się nie stało.....


Dobra.....już 18:45...idziemy na START ..... wystarczy mi wody ? Zmoczę czapeczkę? Rozbiorę się do naga? Boże jak gorąco !!!!! Ok, idziemy na sam koniec, rekordów życia nie biję, a jak już będę miała wystąpić na Olimpiadzie to nie w tym upale. START !!!!
Ruszyłyśmy spokojnie, po mieście małe kółeczko a potem nad jezioro Raduń .......

Biegniemy w trójkę, spokojnie, taki prawie slow jogging.... reszta leci na urwanie głowy, oni biją swoje życiówki - my odległość :) Boże jak gorąco ! Cholerne lato nie ma kiedy grzać ! Znowu woda, starczy jak tyle wypije ? Pije ! Nie zemdleję ! Opitego nie gryzą komary....ponoć..... Biegniemy
Po pewnym czasie spuchłyśmy, lekki marsz...Aga J widzę, że wyrywa do przodu . Ta kobieta jest jak Wonder Woman - nie męczy się, ma cudowny ciągły uśmiech na twarzy, wszystko było dla niej do pokonania, jest niezniszczalna! Mówię : Aga leć, leć kobieto, my będziemy jak te ślimaki na patelni, biegnij po czas, rozwal ich ........ i po chwili oglądałyśmy przez 5 min jej tyłek, a potem już nic nie było po Naszej Koleżance :D


Jezioro Raduń piękna wielka woda ( w tym upale ), otoczenie zadbane, ławeczki, drewniane parawany, cudowna przyroda ....... i duszno, bardzo duszno. Biegnę .....umrę, a sie nie poddam, cholera Pati wbiegamy do jeziora? Na chwilę? Nie zdyskwalifikują nas? Może przepłyniemy na drugi brzeg będzie 3 km w zapasie? Patrz ! Na motorówce jakaś straż - wołamy ich niech nas przerzucą na drugi brzeg .......... wołam.......śmieją się ........ Nie chcą !!! buuuuu














Dobra. ! Jesteśmy wielkie, dzielne.... i spocone... strasznie spocone.... za nami na rowerze sanitariusz. Cudowny chłopak o kasztanowych włosach - zabrałam mu wodę, nie miał wyjścia, nawet za długo nie dyskutował......wylałyśmy ja na siebię, w biust, na głowę - gdzie popadło. Wyrywałyśmy tą butelkę jak lodowate piwo...........marzenie. Biegniemy, my amatorki pseudobiegaczki.........a most ? Boże ja i ten lęk wysokości ! Chryste ten cholerny most !



Tak, wbiegłam, dałam radę, czułam się jakby deski pod moimi stopami się rozszerzały...cholera zaraz wpadnę ..... nie patrzę, sprint ? tak sprint !!!!!



Ruszyła maszyna ociężale ( ja )....... most chwieje się jak gąsienica , w momencie depnięcia stopą most wybija cię w górę. Dla kogoś kto ma lęk wysokości i biegnie z całych swoich sił wypluwając prawie ostatki organów wewnętrznych - to wielkie osiągnięcie. Zostawiłam Pati, staranowałam jakiegoś fotografa, cholera nie miał gdzie klęczeć ......


Proszę oto Pati - przebiegła niczym królowa...... wyglądało to bardziej na krajobrazową wycieczkę mostem, podziwiała widoki i sam most ....... a ja nawet nie mam pojęcia na jakiej wysokości wisiał .... Spotkałyśmy się na końcu - ona jak z kawki z tortem u przyjaciółki, ja - jak z gonitwy byków w Pampelunie.....




Dobra lecimy dalej ....... gorąco, dlaczego jest tak gorąco......kolka....pić.... nie pić....nie wiem...... po cholerę mi to było ????? Co tam jest tyle strażaków?




Kurtyna wodna !!!!!! nawet dwie !!!!
i my same !!! Yeeeaaahhhh




To było cudowne, nie do opisania, wakacje na Karaibach za darmo ....... upał przestał istnieć.....



Wszystko miałyśmy mokre..... wszystko......poza tym akurat przy tych kurtynach było bardzo dużo żołnierzy ...... wszyscy nagle pilnowali wody ? Dziwne :)




Jeszcze jeden strzał co by nic nie pozostało suche i dalej ........ bieg w upale.....






Przyszedł moment zmęczenia, miałam już wszystko gdzieś, przestałam zwracać na to uwagę, złapałam rytm ......... mogłam biec ! Pati rusz dupsko !!!! Biegiem po medale .......


Pati jest ok ? Pati idziesz ? Pati biegnij !! Ty cholero biegniesz? Chluuuust dostałam w ucho z butelki  - cholera jasna kompan mnie zdradził !!!!! Dam jej z liścia na mecie teraz nie mam siły ........ przypomnę sobie ?





Jeszcze tylko kilometr !!!! Ile to kilometr ?
Dużo ? Czy to ważne po tych 9ciu ? 




Kilometr po mieście, promenadą, pod cholerną górkę i do mety ....... Super ludzie, wiwatują, klaszczą, kibicują. Atmosfera nadaje pędu, można być zziajanym i zmęczonym a dopping daje moc jak Hercules. Mogłam biec - nie myślałam ile jeszcze. Wiedziałam, że teraz to na leżąco a doczłapię.


Motto - OSTATNI BĘDĄ PIERWSZYMI !!!!


Nie byłyśmy ostatnie, ale przed ostatnie. Cudownie jak na pierwszy pokonany dystans 10ciu km w biegach masowych zmieściłyśmy się w limicie czasowym 90ciu minut. To było dla nas najważniejsze. Zmęczone, spocone jak szczury, z ogromnym usmiechem i przepełnieniem endorfin.....wbiegłyśmy na metę ....



a Aga J ? Gdzie jest Nasza Aga ????? ............ Wypruła jak gazela, przybiegła razem z królewną Śnieżką Agą P ....... 5 minut przed nami. Stała, z medalem na szyji pełna szczęścia i dumy , że projekt który ustaliłyśmy 3 mce temu został zrealizowany...





No dobra..... założyłyśmy, że biegamy żeby przebiec bieg filmowy... przebiegłysmy ..... i ????? jesteśmy zapisane na cztery następne biegi po 10 km !!!!!!!!!!!!! mam już nawet specjalny kalendarzyk biegowy !!!!!





Buty do prania, las, kurtyny wodne , piach.....





 Ryneczek w Wałczu po biegu






Mamy nowe założenie - Półmaraton Phipipsa 2015 ! Na szczeście wrzesień, więc upał nie grozi, tylko dystans dwa razy większy .......... i nie będzie mostu ...... i komarów........ nie zemdleje ? Ratunku !!!


A teraz typowe P.S. ............ Specjalne podziękowania dla Naszego Zająca biegowego - Love Pati - Krzyśka !!! Znosił wszystko. przywiózł nas na bieg, wysłuchiwał krzyków i pretensji za to że nie dostałyśmy kapeluszy, stał cichutko przygotowany do robienia zdjęć. Potem cały dystans wysłuchiwał okrzyków zmęczenia i przekleństw na pogodę - biegł z Nami, obok nas, przed nami - ciągle robił zdjęcia. Cała sesja fotograficzna jest jego dziełem !!! Gdyby nie on miałybyśmy przypadkowe fotki bądz w ogóle nic ponieważ z reguły tym na końcu zdjęć nie robią. Dobiegł całkowcie zrelaksowany - zero zmęczenia . Cudowny zając biegowy, zabierzemy go wszędzie. Gatunek prawie na wymarciu - facet który nie narzeka na ujadanie bab i ich fimery !!! Bóg z Tobą Krzysztofie !!

poniedziałek, 28 lipca 2014

Zaczęło się ......


Na początku marca 2014 wpadłam na fenomenalny pomysł, wręcz trochę nierealny na moją karierę biegową - chciałam w lipcu wziąśc udział w biegu filmowym w Wałczu na dystansie 9999m. Zaznaczam - biegałam nie cały miesiąc. Byłam dzielna. Popełniłam wszystkie błędy amatora, jakieś rozciąganie czy ćwiczenia? Po co? Po bieganiu jeszcze ćwiczyć ? Bez sensu.... a buty ? Przecież mam joggingi.... no to biegałam. Zainstalowałam endomondo - bo metraż jest bardzo ważny. Tłukłam kilomenty marszobiegiem bo smatrfon nie widzi kiedy idę prawda? : ) Biegłam truchtem aż do wyplucia wewnętrznych organów a potem szłam aż mogłam normalnie powiedziec do kogoś " cześć ". Miałam cel - chudnąć !!!! Przez pierwszy miesiąc nie schudłam nic, kompletnie nic, za to dorobiłam się zapalenia okostnej. Ból przy piszczeli straszny przy wchodzeniu schodami, schodzeniu, jeżdzie na rowerze, wszystkim co wymagało pracy nóg. Na 3 tygodnie wyłaczyło mnie to z mojej kariery Mo Farah. Założyłam ortezę i ruszyłam głowę. Wzięłam fachowe książki, poradniki, gazety.......aaaaa to trzeba sie rozciągać? aaaaaaa ....... nie wolno ciągle biegać po asfalcie.......hmmm. Zrobiłam się mądrzejsza. Jednak żeby było mi raźniej i był ktoś kto ruszy mi d...e w momencie jak będę chciała siedzieć w fotelu - znalazłam kompankę -  Agę J. Aga biegała już kilka lat ale dość nie systematycznie, zimą nie bo zimno, latem nie jak jest gorąco itp. Bardzo się ucieszyła z pomysłu lekko przerażona dystansem 10km gdzie ja w ortezie a tu 3 miesiące. Damy radę. Zaczęłyśmy marszobiegi, bo ja inaczej nie byłam w stanie. Aga dzielnie znosiła moje sapanie i jęczenie. Gadała do mnie biegnąć przez co ja także się tego nauczyłam - robimy tak do dziś. Bieganie z nią to był śmiech, fenomenalne historie wręcz kryminalne, nowości ze świata i tzw newsy .......bosko. Razem miałyśmy cel.....i ściągnęłyśmy do siebie Pati - która biegała ze swoim Love Krzyśkiem. Po dwóch treningach ( Pati kariera biegacza równa mojej ) stworzyłyśmy trio i ......... Krzysiek już nie miał z kim biegać :) Pati biega mądrze, wyznacza cel, oblicza i obserwuje swoje możliwości. Ale biegała tak wolno że babcia z balkonikiem by ją wyprzedziła. Strasznie się rzucała, że nie umie inaczej i że nie da rady. Po trzecim bieganiu z nami biegła naszym tempem ...... i robi to ciągle. Co do mojej wagi - mam ją już gdzieś.........poprzez bieganie zmieniłam na to całkowicie pogląd. Nie odchudzam się, nie tyje, czuje się zdrowo, ubiłam się przez co bardziej lubie swoje ciało. Nie widzę kompleksów. Chcę być zdrowa i szczęśliwa........ biegam




Początek

Nic ciekawego, luty 2014, zimno, brrr.....i ciagły problem - nadwaga. Dwie ciąże, do tego cesarki...... nie tak łatwo po tym wrócić do talii osy. Pomysłów było dużo, rower odpadał bo w śniegu pedałowanie tylko w miejscu wchodzi w grę. Pływanie owszem, jak ktoś potrafi - ja uczyłam sie sama na miejskiej plaży. Do tej pory pływam dośc pokracznie. Potem wpadłam na pomysł siłowni, ale duchota miejsca, głośna muzyka i ogólny pot.....No Thanks. Gdzies tam się wielce zagłebiłam , że Nording Walking daje super efekty w zrzuceniu wagi. Kupiłam markowe kijki, obejrzałam filmiki na youtube, namówiłam kumpelę i ........zaczęłyśmy rejsy. Najpierw 4 km potem 8........i tak pukałyśmy, i pukałyśmy, i pukałyśmy...... aż przestałam się meczyć i zaczęło mnie to nudzić. Tyle łaziłam z wózkiem na spacery , że kolejne wieczorne tyle że z kijkami potwornie mnie przynudzały. Kumpelka fantastyczna, ale kijki odpadły. W czasie jak sobie pukałam mijali mnie biegacze, ciągle podświadomie myślałam że może by troszke spróbować. Potem namawiała mnie do tego Kasia S., no i przełamała moją barierę leku. Wielka osa...10kg
... zaczęło się....