środa, 30 grudnia 2015

Pierwszy Charytatywny Aerobik z Sercem

Zapraszamy serdecznie !

Złotowskie Spotkania Ludzi w Biegu vol.6


Za Nami ostatnie w tym roku Złotowskie Spotkania Ludzi w Biegu, choć powinnam napisać "Spotkania w ciemności.." bo po raz pierwszy zabrakło oświetlenia przy Nadleśnictwie gdzie zawsze rozpoczynamy trening.



Trzeba było sobie poradzić w inny sposób, doświetlając trasę samemu :) pomimo tego wszyscy pewnie ruszyli zwartą grupą, która po pewnym czasie rozbiła się w mniejsze zespoły.







Natomiast my wybrałyśmy się na promenadę z zamiarem zrobienia niespodzianki na odcinku trasy, oczywiście zdjęcie poniżej przedstawia pomysłodawcę :D
Osoba ta zrezygnowała chwilowo z biegania na rzecz wzmocnienia kolana, ale ciężko było ją utrzymać w tym postanowieniu :)






Plan był piękny <3  po każdej ze stron wbijemy kilka sztuk zimnych ogni i jak nasi dzielni biegacze będą dobiegać, odpalimy wszystkie na raz by powstały piękne płomienie przypominające metę. Zrobimy zdjęcia i nagramy krótki filmik z tej akcji.
Przygotowania szły pełną parą, było dość zimno, próbowałyśmy wszelkich ćwiczeń aby się jakoś rozgrzać,ustawiłyśmy sprzęt, pełna gotowość z zapalniczkami....czekamy..




Jakbym chciała kłamać napisałabym, że wszystko wyszło idealnie, zapaliłyśmy ognie a wszyscy przebiegli pomiędzy świetlnym mostem .................... ale standardowo..działo się :) 
Jak dobiegała pierwsza grupa Aga darła się, że nie działają zapalniczki bo za bardzo wieje. Reagując na jej wrzask nie włączyłam kamerki, próbując zrobić zdjęcie. 
Przy drugiej i trzeciej przebiegającej grupie było już lepiej, sztuczne ognie trwały bardzo krótko ale nasze zaangażowanie w utrzymanie każdego płomienia w tym wietrze i ogromne zamieszanie jakie tworzyłyśmy doprowadziło do śmiechu dobiegających do nas osób.




   

W tej świetlnej zabawie spaliłyśmy sznurek od kija do kamerki.....


Wróciłyśmy by doświetlać trasę



Dziękujemy Wszystkim za przybycie i gratulujemy Dagmarze malutkiego sukcesu przebiegnięcia pierwszy raz trasy 10 km
Życzymy udanej zabawy Sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku. Przede wszystkim zdrowia, siły i wytrwałości w postanowieniach. Spełnienia wszystkich planów i życiówek na zawodach.

W NASTĘPNYM ROKU RÓWNIEŻ BĘDZIEMY Z WAMI :)





wtorek, 15 grudnia 2015

Złotowskie Spotkania Ludzi w Biegu vol 5

Za nami kolejne spotkanie z cyklu " Złotowskie Spotkania Ludzi w Biegu", jak zwykle mogłyśmy liczyć na kilkunastoosobowe wsparcie naszych biegaczy.
To był ten dzień, w którym pierwszy raz spadł śnieg - nie mogło zdarzyć się nic lepszego jak nacieszyć się nim biegając.Trening podzielony na grupy osób biegnących w podobnym tempie trwał około godzinę. Część osób pokonała dystans 5ciu km, część nabrała ochoty na podwojenie tej liczby.
Mamy nadzieję że za dwa tygodnie - w ostatnim spotkaniu biegowym 2015 r będzie śniegu po kolana.












środa, 9 grudnia 2015

Doświadczenie wysiłkowe

Po dwóch latach biegania i ćwiczeń przyszedł czas na konkretne badania. 
Ustaliłyśmy, że wysiłkowe należało by zrobić pomiędzy dwoma większymi dystansami. Padło na środek Półmaratonu w Toruniu i Forest Run. Dzisiaj był ten dzień.
Dziwne uczucie dla kogoś takiego jak ja, który nie chodzi do lekarzy maniakalnie i z uśmiechem na twarzy. Zawsze mam obawę, że z racji zawodu ktoś coś mi znajdzie i trzeba będzie biegać do wszelkich specjalności. Najlepiej przytulić się do zdrowia i mocno dbać.
Ale pomimo wielkiej miłości do własnego serca - musiałyśmy poddać je próbie wysiłkowej i sprawdzić jego wytrzymałość na to co z nim wyprawiamy.
Badanie przeprowadził doświadczony kardiolog, wyposażony w gabinet i wszelkie potrzebne urządzenia. W kolejności doświadczyłyśmy : badanie ciśnienia, ekg na kozetce, echo serca, badanie przed wysiłkiem, bieżnia - w trakcie wysiłku, badanie w stanie wyciszania.
Badanie wysiłkowe polega na biegu w różnych prędkościach oraz nachyleniu ok 35 stopni z podłączonymi elektrodami, które wysyłają informacje o pracy serca podczas wysiłku do komputera.
Podczas badania zostaje określona wydolność fizyczna serca, klatki piersiowej oraz fazy tętna podczas wysiłku, wykryte wszelkie arytmie, zmiany i nieprawidłowości. Poza tym wielkość i grubość jam serca, kurczliwość mięśni oraz zastawki.
Osoby uprawiające sport, nie odczuwające żadnych zmian czy cech wskazujących na problemy z objawami kardiologicznymi powinny takie badania powtarzać raz na dwa lata.
Miałyśmy wielkie szczęście wychodząc z gabinetu i trzymając swoje prawidłowe dokumentacje.
Należy dbać o siebie i swoje zdrowie, a zespół badań którego dzisiaj doświadczyłyśmy to fajne przeżycie i kolejne ważne doświadczenie.






 



wtorek, 8 grudnia 2015

Półmaraton Świętych Mikołajów Toruń

Festiwal Świętych Mikołajów w Toruniu jak co roku odbywa się 6 grudnia i przyciąga wielu pasjonatów biegania. Postanowiłyśmy dołączyć do wszystkich tych, którzy pragnęli zmierzyć się z dystansem półmaratonu. Obok tego biegu zorganizowano również dystans 10 km oraz krótsze dla dzieci. 
Odbiór pakietów zorganizowany był na sali gimnastycznej szkoły, a biorąc pod uwagę ilość uczestników - poszedł zadziwiająco sprawnie. Dodatkowo można było nabyć wszelkie dodatki energetyczne oraz nabyć wiedzę na temat nowości biegowych w ustawionych punktach handlowych.
Nie będę ukrywać, że strach przed pokonaniem tego dystansu nie opuszczał mnie przez 2 tygodnie. Jakoś sobie nie mogłam w głowie poukładać, że można przebiec - przejść - pokonać ponad 21 km. Od dłuższego czasu ćwiczyłam głównie siłowo tak więc brak wybiegania potęgował uczucie porażki.



W składzie półmaratonczyków mieliśmy Rafała, Gosię, Marka , Naszą Photo i dwie Agi. Wszyscy dzielnie uposażeni w uśmiechy ruszyliśmy na Rynek Staromiejski koło pomnika Mikołaja Kopernika gdzie zlokalizowany był start zawodów.
Moje marzenie sięgnęło zenitu - w życiu nie widziałam tylu świętych mikołajów, elfów, śnieżynek i prezentów. Ulica była cała czerwona od przebrań i czapek mikołajowych.








Start półmaratonu oraz biegu na 10km był wspólny, przez pierwsze 5km prowadził ulicami Torunia, a potem rozwidlenie dwóch grup prowadziło jednych do lasu, drugich na końcowe 5km.






Miałam wielki zaszczyt, że moim zającem stał się Marek - ultramaratończyk dla którego te 21km to jak dla mnie jedno okrążenie stadionu. Człowiek zawzięty, uparty i ......który nie zostawił mnie do samego końca pomimo wielu przeciwności. Wiedziałam, że będzie mnie pilnował abym się nie poddała i dała radę. Gdyby nie on ....z uwagi na kolkę - zeszłabym już na pierwszej połowie.....



Po pierwszych 3 km dostałam silnej kolki w ramieniu, która z biegiem dystansu wędrowała pod żebro. Taka karuzela bólowa trwała cały półmaraton i powiem szczerze że miałam dość z 50 razy. Patrzyłam na tramwaje, rowerzystów i samochody - chciałam rzucić wszystko w diabły i uciec na start. Nie powiem, że było cudownie i czułam wielką euforię bo ból przeszkadzał nawet chodzić. Najgorsze, że zmęczenie go potęgowało. Żadne oddechy, podnoszenie rąk czy skłony - nic, kompletnie nic nie pomagało. Wiedziałam, że albo przeplatając marsz z biegiem, albo rezygnacja z zawodów - w czym nie pozwalał mi Marek.... więc trwałam.
Przyczyny tej porażki bólowej szukam do teraz....... na następnym półmaratonie z pewnością będę mądrzejsza.

A teraz trochę słów w kwestii samego wydarzenia.
Uważam , że organizacja biegu z tak dużą ilością osób ( ok 5000 ) była na medal.
Zależnie od wymagań i stopnia biegaczy - moje wymagania niższego szczebla zostały w całości zapewnione. Na samej trasie ustawione były 3 punkty odżywcze - woda, herbata, banany, cukier. Co ok 3km stał wolontariusz bądź osoba przeprowadzająca pomiar. Można było spotkać również osoby kontrolujące zawodników oraz ich stan zdrowia. Trasa pomimo tego, że w większość crossowa - była oczyszczona i zapewniała wygodne przemieszczanie się ( nie liczę lekko wystających korzeni w podłożu bo w końcu to las ). Meta zlokalizowana była przy stadionie Arena , a w jej środku można było nabyć posiłek regeneracyjny oraz odpocząć po biegu.
Wiele osób narzekało , że medal był nieciekawy gdyż taki sam jak co roku. Nie odniosę się to tego gdyż akurat dzwonek był świąteczny idealny wręcz na daną okazję - a poza tym w formie medalu pierwszy jaki mam.
Kolejność wpadania naszej drużyny na metę to : Gosia, Aga, Rafał, Marek i ja :)
Na sam koniec zupa grochowa, kawałek świeżego chleba, ciepła herbata i drożdżówka zapewniona przez organizatorów cudownie uleczyła nasze wszelkie zmęczenia.
Nie obiecuję, że będziemy za rok ..... ale po pierniki z pewnością wrócimy.













Za 1,5 mca kolejny dystans półmaratonu - czas na przygotowania oraz lekkie odżywianie. Tym razem z lepszym czasem, wybieganiem i bez kolki !!!!!!