niedziela, 25 stycznia 2015

Grand Prix City Trail Bydgoszcz vol. III

Większość osób niedzielę traktuje jako dzień odpoczynku od tygodnia pracy. Ale to tylko "większość" bo ta następna połowa traktuje ten dzień jako czas mnóstwa godzin wypełnionych szalonymi pomysłami. Właśnie wczoraj była taka niedziela - to kolejny bieg z serii Grand Prix City Trail w przepięknych terenach leśnych Myślęcinka k. Bydgoszczy. Z biegiem czasu i swoich nóg zauważyłam, że jadę tam nie jak na typowe zawody tylko na odwiedziny do rodziny :) To już chyba normalne, że klimat biegaczy tworzy swoiste wręcz kuzynostwo. Brakuje tylko kawy i babcinego placka.... tylko potem trzeba by było zwiększać dystans żeby nie dodawać masy ze spotkań. Klimat zawsze wypełniony endorfinami i uśmiechem. Czasami zdarzają się nieszczęśliwe przypadki jak np kamerzysta po środku lini startu, którzy prawie stracił życie aby mieć super ujęcie. Szczęśliwie się stało, że zryw biegaczy spowodował zniszczenie kamery na drobne części oraz zdarte kolano operatora. Trzymajmy kciuki aby następnym razem stanął raczej z boku... przynajmniej oszczędzi sprzęt. Aga J miała dzień - zrobiła życiówkę, moim zdaniem nie powinna być w ogóle w ostatniej grupie startujących. Ale ta grupa gwarantowała więcej czasu na pogawędkę :) Także cieszymy się, że wystrzeliła jak pocisk i z uśmiechem na twarzy ( jak zawsze ) poprawiła zakładany cel 27 minut. Dla mnie ten bieg był raczej rekreacyjny i zaopatrzył w pół godziny czasu na wymyślanie szalonych pomysłów.
















poniedziałek, 19 stycznia 2015

Małe historie - wielkie charaktery vol. 2

To wszystko przez mojego męża... ! Tak ...... to on jest sprawcą tego ,że ruszyłam z fotela 

swoje cztery litery:) Podziwiałam go za to ,że nie ważne jaka była pogoda on ubierał swój 

strój do biegania i biegał . Ja siedziałam wygodnie w fotelu zmieniając kalał TV. Myśląc sobie

jednocześnie po co ci chłopie to bieganie ? Nie było łatwo namówić mnie do biegania o 

NIE...,ale się udało Po jakimś czasie dołączyły do mnie dwie sąsiadki razem biegało się 

lepiej . Pierwsze zawody,pierwszy medal o jaka byłam dumna z siebie.Zaczęłam łapać się na 

tym ,że nawet jak nie miałam żadnego towarzysza do biegania ruszałam sama. Później 

zaczęły się biegi z Pseudobiegaczkami i wspólny Fitness.W grupie siła ....,śmiech i zabawa. 

Życie jest piękne.Dziękuje kochanie .Dziękuje Gazele:)
Przede wszystkim jestem mamą i żoną. Jeszcze trzy miesiące temu byłam zwykłym " 

kanapowcem". Każdą wolną chwilę, kiedy już sprostałam obowiązkom i oczekiwaniom 

rodziny spędzałam czytając książkę, oglądając tv lub przeglądając wiadomości na fb . I 

właśnie tam obserwowałam aktywność sportową , początkowo trzech, z czasem dwóch 

dziewczyn - PSEUDOBIEGACZEK. Podziwiałam je. Zaczęłam myśleć, że może i ja bym coś 

dla siebie zrobiła. Niestety LEŃ tak mnie opętał, że odkładałam swoje plany w 

nieskończoność. Pewnego dnia na fb dostrzegłam konkurs PSEUDOBIEGACZEK, w którym 

można było otrzymać ich piękną różową koszulkę. Wzięłam w nim udział.  

Jedna z organizatorek zapytała mnie: "czy na pewno będziesz ćwiczyć? 

"Opowiedziałam:"może ta koszulka mnie zmobilizuje, bo szczerze nienawidzę się czasem za 

swoje lenistwo". Po kilku dniach dostałam wiadomość: " Idziemy dzisiaj na siłownię, 

godz 19-tą, nie chcę słyszeć, że nie możesz, bo przyjadę i Cię siłą wyciągnę z domu". 

Nie było wyjścia. Ruszyłam wreszcie z kanapy mrucząc pod nosem :" No dobra...tylko ten 

jeden raz, później się wykręcę ", ale to "później" nie nastąpiło . Zaczęłam spędzać czas 

( którego rzekomo nie miałam) z fajnymi dziewczynami...dziś razem biegamy, chodzimy 

na fitness i cieszymy się z naszych małych sukcesów, z naszych przebytych kilometrów oraz 

wspieramy kiedy dokuczają zakwasy, lub drobne kontuzje, a nawet wtedy, gdy którąś 

dopadnie tzw " gorszy" dzień.

Okazuje się, że nawet z najbardziej napiętego planu dnia można wyrwać godzinę dla siebie. 

..wystarczy chcieć...albo mieć " Aniołów Stróżów" w postaci super koleżanek :)))

Po urodzeniu drugiego dziecka,zostało mi kilka kg nadwagi. Zawsze lubiłam ćwiczyć,

ale zajęcia fitness przeważnie były na krótką metę. Po kilku zajęciach,nie widząc rezultatu 

rezygnowałam. Wtedy w Polsce pojawił się trend na bieganie. Pomyślałam, a może i ja 

spróbuje,dzięki temu zrzucę parę kilogramów. Namówiłam sąsiadkę i pobiegłyśmy. 

Przyznam nie byłam jakoś szczególnie zadowolona. Dołączyła do nas moja siostra. 

One złapały bakcyla, a ja się męczyłam biegając z nimi,bo nigdy nie mogłam za nimi zdążyć.

I przestałam biegać.


Po jakimś czasie można było otrzymać koszulkę "Pseudobiegaczek". Po co mi taka, przecież 

ja nie biegam? pomyślałam, no ale się skusiłam, w końcu nigdy nic nie wygrałam. 

Koszulka do mnie dotarła. Leżała jakiś czas w ogóle nie rozpakowana, dopóki 

"Pseudobiegaczki" nie zorganizowały zajęć fitness. Potem padło hasło: - a może pobiegamy 

w niedziele? Ja mam zacząć znowu biegać? Zastanawiałam się... A co tam, pójde spotkać 

się z dziewczynami, może uda mi się trochę przebiegnąć, ale najważniejsze że wyrwę 

się z domu, od dzieci, garów, obiadów i sprzątania. I tak od paru niedziel mój mąż robi obiad, 

a ja mam trochę czasu dla siebie na pobieganie.
W niedziele 11.01 miałyśmy wziąć udział w naszym pierwszym publicznym biegu. 

No i oczywiście jak to ja: po co ja tam jadę? Przecież ja nie mam kondycji, tylko wystawie się 

na pośmiewisko. No ale wszystko już dogadane i trzeba było jechać. I głupia bym była 

jak bym nie pojechała. Przebiegłam prawie 8 km wcale się nie zatrzymując... Jupi!!! 

Zadowolona z siebie po niedzieli od poniedziałku już mnie nosiło. W końcu zostawiłam 

wszystko i po prostu poszłam pobiegać, dla własnej satysfakcji. Nie widzę zmiany w moim 

wyglądzie ale dużą zmianę w psychice, jak tak się wyrwiesz z domu i zrobisz coś dla siebie.
Dzięki dziewczyny że jesteście, bo są w życiu takie dni że się po prostu ma dola i potrzebne 

jest wsparcie drugiej osoby, nie koniecznie z rodziny!



czwartek, 15 stycznia 2015

Małe historie - wielkie charaktery vol. 1

- Idę biegać. Idziesz ze mną?

- Ja??? W życiu!!! Nie lubię biegać!!!

- Pobiegałam dziś… Może się skusisz następnym razem???

- Czy wyście wszyscy poszaleli z tym bieganiem??? Nie lubię i nie będę. Bieganie jest 

męczące i nudne… Pobiegać to ja sobie mogę… pilotem po kanałach tv.

Nigdy nikt mnie nie namówi na bieganie. Tak zawsze myślałam i tego się trzymałam.

Do czasu… Do pewnego listopadowego dnia, a właściwie wieczoru, kiedy zupełnie 

nieoczekiwanie otrzymałam wiadomość od znajomej. „Hej, Za około 1.5 tygodnia chcemy 

zorganizować godzinę ćwiczeń ogólnosprawnościowych. (…) Czy policzyć cię w składzie 

ćwiczącej bandy ?” To do mnie? Ćwiczenia? Ja się nie nadaję… A właściwie to czemu nie? 

Wyjdę z domu, pośmieję się, pogadam… No i tak to się zaczęło. Z sali fitness wyszłyśmy 

na pierwsze bieganie. Zima, śnieg… mróz minus 5! I było… bosssko!!! Wróciłam do domu 

przyjemnie zmęczona i w świetnym humorze! Endorfiny zadziałały. Nigdy nie będę 

maratończykiem, ale też nie będę „kanapowcem” z pilotem i kubkiem kawy. To, co robię, 

sprawia mi przyjemność. A to najważniejsze. Dzięki, Dziewczyny!!!





Do biegania zachęciła mnie moja koleżanka i zarazem sąsiadka. Kupiłyśmy sobie ciuszki 

i ruszyłyśmy w drogę. Tak właśnie zaczęła się moja historia z bieganiem. Początki były 

bardzo trudne. Brak kondycji dawał siwe znaki. Wspólna motywacja dodawała nam sił, 

a my stopniowo wydłużałyśmy swoje trasy. Biegałyśmy dwa, czasem trzy razy w tygodniu. 

Tak spontanicznie w wolnych chwilach, dla relaksu. Dodatkową motywacją był dla nas udział 

w biegu na 4 km. No i wystartowałyśmy. To był pierwszy w życiu udział w zawodach w tej 

dyscyplinie. Udało się, trasę pokonałyśmy bez większego problemu . Po zawodach moja 

historia z bieganiem trochę się skomplikowała z powodów rodzinnych, jednak po krótkiej 

przerwie powróciłam by znowu "odprężać się w terenie". Poznałam wspaniałe koleżanki- 

pseudobiegaczki, z którymi ćwiczyłam i trochę biegałam. Ponownie załapałam bakcyla 

no i niestety dopadła mnie kontuzja kolan, która kolejny raz odsunęła mnie od biegania. 

rehabilitacja, leki, itp., ale już zaczynam odliczać dni do uzyskania pełnej sprawności. Do 

zobaczenia na trasach.




Moja historia jest banalna i podobna do miliona innych. Dom, dzieci, mąż, pranie, 

sprzątanie, zakupy........nuuudno, bez własnych wartości i czasu wolnego. 

Jakoś w pewnym momencie spotkałam się z koleżankami yuupiii, które opowiadały sobie 

że pewne pseudobiegaczki organizują zajęcia dla tych którzy chcieliby coś zmienić i zrobić 

sobie prezent zdrowia. Poszłam, skruszona, zawstydzona, prawie zwiałam z domu.

To było cudowne, nigdy w życiu nie spotkałam takiej radości i szczęścia, byłam mokra

i obolała. Zakwasy trzymały się mojego ciała aż do następnych zajęć. 

Nareszcie przepełniona endorfinami poczułam że mogę robić w życiu także coś dla siebie. 

Nagle poczułam się spełniona, wesoła i na dodatek miałam pełno koleżanek które były 

takie jak ja. Po pewnym czasie zaczęłam biegać dzięki pseudobiegaczkom. 

Z uśmiechem na twarzy przekonały mnie że każdy może. Mam swój pierwszy medal 

z biegu WOŚP !!! Wyobrażacie sobie ???? Jaa która siedziała w domu i myła gary !! 

Nadal je myje i bawię się z dziecmi ale robie to wszystko z uśmiechem na twarzy :)



niedziela, 4 stycznia 2015

Szał biegania :-)





Jest logiczne, że jeśli ktoś chce cokolwiek osiągnąć i robi to społecznościowo to zawsze natrafi na grono ludzi pozytywnych oraz negatywnych. Niestety w życiu nie może być idealnie aby wszystko było możliwe i do osiągnięcia. Sukces wymaga pracy, ale nie chciałam zabawić się w filozofa - temat posta bierze pod siebie inny problem. Jakiś czas temu zmobilizowałyśmy kilkanaście dziewczyn do zajęć fitness oraz w krótkim okresie czasowym udało nam się je rozbiegać. Dokładnie 11 stycznia 2015 biorą z nami udział w pierwszym swoim biegu WOŚP na bicie kilometrów bieżni sportowej. Jesteśmy z nich bardzo dumne, one bardzo dobrze o tym wiedzą, że ich siła daje nam odgórnie złoty medal. Jednakże ich sukces z góry został obarczony krytyką. Dowiedziałyśmy się, iż osoby postronne komentują poczynania nasze i innych jako przesadny szał biegania. Wiem doskonale , że jeśli komuś przeszkadza sukces i radość innych to jest to nic innego jak zgorzkniała i zakompleksiona osoba, a jak podejrzewam do tego bez przyjaciół i osób wspierających ją w każdej chwili. Nie obchodzą mnie raczej problemy takich ludzi. Chciałabym jednak poruszyć temat szału biegania.


Rzeczywiście można zaobserwować, iż za ten sport wzięło się w ostatnim roku sporo osób. Można to zauważyć nie tylko na ścieżkach biegowych ale również na powiększających się listach startowych zawodów. Ludzie mają na ten temat różne zdanie. My mamy jedno myślenie - szał biegowy jest cudowny !!! Jak można nie cieszyć się z tego, że inni chcą polepszyć swoje życie ? Przecież reasumując - bieganie to zdrowie, wiadomo, a jeśli zdrowie to - zdrowsze pokolenie. Jeśli górna osoba drzewa genealogicznego zacznie biegać i prowadzić zdrowy tryb życia to przede wszystkim - zaszczepi to członkom swojej rodziny, ale i jego pokolenie będzie zdrowsze, bardziej odporne, ominą ich choroby cukrzycy, otyłości, krążenia, serca, ciśnienia....mogę wymieniać do jutra.







Wiem sama po własnym doświadczeniu krótko biegowym, zaczęłam...... zaczęło kilku moich znajomych, członków rodziny, potem blog - zaczęło biegać sporo osób.....teraz mam wrażenie, że co druga osoba którą znam - biega. Wiadomo - każdy z nas zaczynał, każdy popełniał podstawowe błędy, nikt nie był książkowym omnibusem i prowadzonym przez własnego trenera. Jestem przykładem typowej sieroty, która nie rozciągała się przed i po bieganiu, nie miała żadnego pomiaru, biegała w ocieplanych bawełnianych dresach i bluzie plus kurtce na narty.
Robiłam wszystko tak, że kontuzja nauczyła mnie rozsądku.
Z czasem osiągnęłam własne sukcesy, ale i tak jest mi ciągle za mało. Uwielbiam patrzeć jak inni obok mnie przekraczają swoje granice i zdobywają szczyty o których kiedyś mogli tylko pomarzyć. Także jeśli tylko macie ochotę - biegajcie ile chcecie.... tylko nie wychodźmy wszyscy o tej samej porze....bo zabraknie ścieżek biegowych :)