piątek, 20 marca 2015

Maniakalne zaliczenie !

11 Bieg Lotto Maniacka Dziesiątka Udział w tym biegu prawie do samego końca stał pod znakiem zapytania. 

Składało się na to wiele czynników. Ale największą przeszkodą było to, że miałam
tam jechać sama bez mojej Agi C. Samej "opuszczonej" przez kompankę 
po prostu mi się nie chciało. To "niechcialsto" jednak poszło w niepamięć. 
Okazało się, że znajomi też tam jadą i mogę się z nimi zabrać. 
Dziękuję Wam bardzo!
Bo gdyby nie Wy to robiłabym kółka dookoła domu ze złości i zabicia frustracji.




Jak to przed każdym wyjazdem. Wstałam o 7:00 i zaczęłam pakowanie, śniadanie i w trasę. Pogoda nie zapowiadała się dobrze gdyż za oknem deszczyk. Po przybyciu na miejsce nastąpiło ustawienie się w gigantycznej kolejce po odbiór pakietu startowego. Ten gigant okazał się niestraszny bo rozładowanie kolejki potrwało naprawdę szybciutko (ukłon w stronę organizatorów). Założenie nr startowego i rozgrzewka. Małe dwukilometrowe rozbieganie, ćwiczenia i rozciąganie. Podczas ustawieniu się na linii startowej w odpowiedniej strefie zauważyłam ogrom uczestników. Niespełna 4000 biegaczy, jak się okazało. Wspaniałe to uczucie kiedy się obracasz, a dookoła same uśmiechnięte i radosne twarze. Start! Dźwięk (wybuch) startu wywołał we mnie takie uczucie, że się skuliłam bo się wystraszyłam. Co wywołało wzrost poziomu adrenaliny że chciałam wyrwać do przodu wyrywając asfalt. Biegło się cudownie. Co kilometr zagrzewały nas wszystkich do biegu zespoły muzyczne. Jest to doskonały pomysł, który powoduje dodatkowy "wiatr w żagle". Ale największe zainteresowanie moje przykuł ośmiolatek śmigający na perkusji. Na długości całego biegu dopingowali nas kibice. Dla mnie to ogromny bodziec, że mogę więcej i szybciej. Do tego wyprzedził mnie biegacz w kajaku z kaskiem na głowie, pod lewą pachą piłka siatkowa, a w lewej ręce wiosło... Myślałam, że śnie, aż zakrztusiłam się ze śmiechu. Gdy zobaczyłam, że do mety jest ostatni kilometr to uruchomiłam rezerwę sił, aby spróbować poprawić wynik. Udało się. Zakończyłam bieg czasem netto 57:28.




Ale największym zaszczytem i jednocześnie nagrodą dla mnie było zobaczyć ubraną na biało charakterystyczną postać z niebieską parasolką... Tak, właśnie, Panią Marię! Wilki szacunek i ukłony.



https://www.youtube.com/watch?v=rVmHSgUBz1k

poniedziałek, 9 marca 2015

Power Rangers ....... i My :)

Jak co tydzień wyciskamy siódme poty, żeby w końcu osiągnąć ten swój wymarzony ideał ciała. Ciała, które będzie na tyle wytrzymałe - że żadna trasa nie będzie dla nas przeszkodą. Za każdym razem jak miałam wyjść z domu na zajęcia, przechodziłam etap wypytywania :
- Musisz iść ?
- Po co ćwiczysz ?
- A ile tam będziesz ?
- A co tam robicie ?
- A ile jest tam tych dziewczyn ?
- A ile zrobisz przysiadów ?
- A o której wrócisz ?
- A jak wrócisz to mi coś kupisz ?
- A spocisz się ?
- Ile wody pijesz na zajęciach ?
Biorąc pod uwagę, że mój dwulatek niezbyt potrafi mówić to byłam zawsze bombardowana pytaniami od 10-cio latka. W pewnym momencie mój pierworodny nasunął mi pewien pomysł.
A może by tak zabrać go na zajęcia ( i zamknąć przy okazji buzię od ciągłych pytań ) ? Pomysł wydawał się świetny, ale aby rozwiązać problem innych uczestniczek, które miały podobnie - wdrożyłam pomysł w zapytanie, a potem w życie.
Zajęcia odbyły się dzisiaj o godzinie 19-ej. Powiem szczerze, że frekwencja zaskoczyła nie tylko mnie - to oznaczało, że problem z pytaniami mam nie tylko ja :)
W skład drużyny weszły latorośle po równo wypełnione bystrymi oczkami i pragnieniem przygody.
- Szan. Pani Sara lat 10
- Szan. Pani Sara lat 9
- Szan. Pan Samuel lat 12
- Szan. Pan Franuś lat 4
- Szan. Pan Stasiu lat 2,5
- Szan . Pani Laura lat 10
- Szan. Pani Oliwia lat 10
- Szan. Pan Borys lat 5
- Szan. Pani Hania lat 12
- Szan. Pan Kacper lat 4,5
- Szan. Pan Wiktor lat 5
- Szan. Pan Piotruś lat 11























Zajęcia rozpoczęły się rozgrzewką i ogólną radością na sali. Dzieci były bardzo chętne i ciekawe co następne, a co za chwilę się wydarzy..... do pewnego momentu. Po około 20stu minutach dla kilku osobników temat skłonów czy przysiadów zaczął być nudny. Stworzyli sobie swoistą bazę na środku sali i rozpoczęli grę w Peppo brydża. Niektóre pojedyncze ogniwa robiły ćwiczenia z mniejszym entuzjazmem, ale były również charaktery nie do zdarcia.
Zajęcia zakończyliśmy wręczeniem każdemu uczestnikowi po odżywczym napoju oraz kolorowym lizaku ( nawet tym którzy spędzili trochę czasu na kolejce brydża ). Dzieci szczęśliwe, zadowolone, wymęczone - pytania znikną i tylko czekać na kolejne :
- Mamo zabierzesz mnie znowu ?
- Mamo weź mnie ze sobą ( ryk )
- Mamo proszę, będę grzeczny mogę iść ? ..... itd, itd, itd