wtorek, 28 kwietnia 2015

VII Bieg Papieski Skrzatusz - Stara Łubianka



25 kwietnia 2015 - sobota ........Ruszyłyśmy ! Na kolejny zaplanowany już wcześniej bieg, którego zwieńczeniem miał być piękny medal z wizerunkiem Jana Pawła II. Pogoda dopisywała aż nadto, nastawienie biegowe i  humory? Raczej nie musimy się o to martwić bo zawsze jest niezła..."zadyma" z uwagi na przygotowania samych kobiet. Obowiązkowo trzeba coś zapomnieć lub nieodpowiedniego zabrać. W tej kwestii sobotę wygrała Beata, która myślała, że jedziemy za tydzień więc miała niecałe 3 min. by zdążyć się ogarnąć :)





Dystans mierzył 7,5 km od Sanktuarium w Skrzatuszu gdzie na godzinę przed startem odprawiona została msza święta w intencji uczestników, których zebrało się ponad 400. Numery startowe były wydawane w biurze zawodów zlokalizowanym na terenie Sanktuarium. Duży budynek herbarciarnii zaopiekował się wszystkimi uczestnikami biegu.












Jest pewien haczyk o którym nie wiecie, nie wszystkie z nas biegły... otóż nasza AGA, która ostatnio bardzo dużo przeszła i wraca powoli do sił usłyszała od lekarza : "Jeszcze teraz nie może Pani pobiec".  Co w takim razie? Wyjście było jedno.... Ona pomiędzy rozsądnym podejściem, a miłością do biegania, a Ja między martwieniem się o nią, a tym czy "doczłapie" się z aparatem w 24 stopniach. Walka była piesza dość szybkim tempem, założyłyśmy ostatnie miejsce - ale jakież było nasze zdziwienie z widoku wielu uczestników którzy przybyli za nami. 




                                    .....A nie mówiłam, że też Pan będzie na zdjęciu :)



video


                Trasa choć po bokach malownicza to na wprost w górę w dół w górę w dół w górę w dół...i po kamieniach, które jedna osoba zapamięta na dłużej...


I upragniona meta, kurcze to jest naprawdę MEGA uczucie i choć nie biegłam to nie da się opisać tej satysfakcji, polecam wszystkim, którzy zawsze stoją z boku jak ja ( z różnych powodów) by choć raz "potruchtali" :) WARTO :)





Pozostałe atrakcje to sztafeta, głośny doping i my siedzące z medalami na trawie w pięknym słońcu, wszystkie...szczęśliwe :)







A potem powrót do Skrzatusza, ktoś wątpił w to, że tyle pseudobiegaczek zmieści się w jednym aucie? Proszę bardzo o to dowód, zaznaczam tylko, że najpierw trzeba wyjąć stary telewizor, który wozi się w bagażniku :)


PS. Serdeczne Pozdrowienia dla Pań startujących w biegu z kijkami, które przypinały koło nas numery startowe i zarażały pełnią energii :) dla córki, która nas lubi też Pozdrowienia :) 
DO ZOBACZENIA NA NASTĘPNYCH BIEGACH

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Bydgoszcz po raz 669ty

Wczorajszy dzień należał do Bydgoszczy. Jako miasto liczy już sobie 669 wiosen, trzeba było złożyć tam życzenia w postaci biegowego 5km. Atmosfera jak zawsze była radosna, pogoda słoneczna ale chłodna ..... a nasze humory wręcz eksplodujące ( jak zawsze ). Bieg opiewał trasę starego miasta oraz kanału Bydgoskiego. Niestety na prawie 800 uczestników miasto przygotowało 500 medali pamiątkowych na mecie. Wydaje mi się , że przez ten mały element cały czar wydarzenia prysł jak bańka, ludzie się wręcz tratowali. Wiadomo - każdy mówi, że nie biegnie dla medalu.... pewnie , że nie - my też wcale...ale, jak się poświęca dzień na bieg, jedzie daleko, potem biegnie z miłości do pasji - to cudownym zwieńczeniem jest to kółko na szarfie zakładane na szyję. To każdy potwierdzi, nie oszukujmy się.
Trasa nie była w ogóle zabezpieczona . Przy skręcie na kanał bydgoski koło mnie zepchnięto siłą biegową biegacza , który po spadzistym betonie jedną nogą wpadł do wody - od tego momentu moje nastawienie opadło z sił bo uważałam na każdy swój krok.
Połowa z nas nie otrzymała medalu bo biegła własnym tempem bez szaleństwa, najbardziej było mi przykro bo na końcu były dzieci i osoby dla których to było pierwsze wydarzenie biegowe - to własnie oni na zachętę powinni poczuć smak szarfy na szyi.
Impreza krótka ale zakończona przepysznym tortem - tutaj plus dla organizatorów.
Jednak jak widać po naszych zdjęciach - potrafimy się bawić zawsze :)