wtorek, 26 maja 2015

Instalator rządzi !

Czwarta niedziela maja 2015 rozpoczęła się dość kłopotliwie, o braku motywacji i ogólnej niechęci nie chciałam pisać ale..... doszło do tego że połowy bym zapomniała zabrać gdyby nie pamięć dziewczyn. Jakoś jednak szczęściem udało się nas zapakować do Joli Polo i ruszyłyśmy na Bydgoszcz. Z przodu kierowca - Jola, która pierwszy raz jechała sama do Bydgoszczy oraz Photo Mika - jej pasją są trasy nieznane oraz całkowita dezorientacja drogi którą podążałyśmy. Nasz udział w Biegu Instalatora stał pod znakiem zapytania........


Jakimś jednak boskim trafem dotarłyśmy do Myślęcinka, niestety miejsce postojowe obrałyśmy w odległości 4km od biura zawodów. Poinformowała nas wolontariuszka, która stała przy stanowisku z wodą na trasie biegowej 2km od naszego auta. Nie było sensu już się cofać tak więc potraktowałyśmy ten marsz jako rozgrzewkę oraz kolejny magiczny punkt dnia biegowego.
Oczywiście nie szło tak gładko - błądziłyśmy po pięknych terenach Myślęcinka -  zwiedzając miejsca po których niebawem miałyśmy biec. Powiem szczerze, myślałam że nie zdążymy odebrać pakietów startowych.
Jesteśmy chyba obdarzone dużym szczęściem bo dotarłyśmy do biura na 15min przed startem. Szybka akcja - drużynowe pakiety startowe, numery i już byłyśmy gotowe do biegu. Organizacja całego zebrania zawodników oraz przygotowania ich do startu była na medal - szybko, sprawnie i bezproblemowo. Nadszedł moment......... i poszłyśmy w las.


W tym dniu gościłyśmy pseudobiegaczkę z Londynu , dla której to był pierwszy bieg masowy zakończony medalem. Myślę, że zaraziła się naszym wariactwem i zamieszaniem całego dnia .
Po biegu głównym urządzono zawody z pupilami, ten element jest jeszcze nam nie znany na takich wydarzeniach. Jednakże było to świetne przedsięwzięcie ponieważ dało szansę na udział każdemu - niezaleznie od długości włosa. Pieski były piękne i bardzo szczęśliwe że mogły biec ze swoimi właścicielami, a my że mogliśmy im kibicować i podziwiać.







Trasa biegu głównego prowadziła przez piękne leśne tereny Parku Myślęcinka. Powiem szczerze że podbieg po 200m od startu zwalił mnie z nóg - zrobił się zator i wszyscy pokonali go pieszo niczym wycieczka klasowa w Szklarskiej Porębie. Było przy tym dużo śmiechu i szalonych pomysłów aby może potem zjechać z tej góry na ........ tylnich partiach ciała :)

Musze powiedzieć, że ciężko mi jest dopatrzyć się jakiegokolwiek błędu organizacyjnego niedzielnego wydarzenia. Dzień był słoneczny i temperatura dawała trochę w kość - jednakże na całej 10km trasie spotkałam AŻ 3 stanowiska z wodą oraz uśmiechniętymi wolontariuszami. Uczestniczyłam już w biegach gdzie organizatorzy zapominali bądź tej wody nie starczało dla ostatnich zawodników, ale były także takie gdzie tej wody w ogóle nie można było doświadczyć. Ten bieg ma u mnie ogromny plus bo co 3km chwile orzeźwienia lodowatą wodą były jak strażacka fontanna w upale. Dziękuje za to bardzo, bo właśnie ta woda powodowała że moje początkowe lenistwo mijało w cień, a pojawiał się wielki uśmiech.

Miałyśmy lenia biegowego, ojj miałyśmy, przeplatałyśmy go uśmiechem i własną motywacją... w miarę trasy i lania zimnej wody na kark leń uciekał w las a my parłyśmy do przodu. Ciągle powtarzałyśmy że zostawiamy siły na finish - za nami było wielu twardych osobowości którzy NIGDY SIĘ NIE PODDAJĄ !!!




Finish - moment chwały i uśmiechy dziewczyn. Było super, pierwszy raz pokonałam trasę i wpadłam na metę z zerowym zmęczeniem. Nie liczył się czas ani życiówki - to była chwila pełna radości z ukończenia biegu. Ten piękny moment założenia medalu jako głównej nagrody za trud i szok - klucz francuski. Świetny projekt , wręcz zwalił nas z nóg, wśród moich medali to perełka medalowa. Miałyśmy po 5ciu minutach pełno pomysłów na  zastosowanie medalu, np zauważyłam że jego rozstaw jest na szerokość nosa bądź jego końcówka może uratować chwilę gdy nie ma czym otworzyć piwa. Im szybciej mijał czas tym więcej rodziło się historii z zastosowaniem klucza.



Po biegu odbywały się nagradzanie najróżniejszych kategorii. Biegacze otrzymali posiłek regeneracyjny, który w formie tortilli zapakowanej w folię. Do wyboru były również cudne shake z owoców oraz krojone owoce z lodem - wspaniała przekąska w upale z której to właśnie wszyscy skorzystaliśmy.
Malwina w tym dniu miała swoje 28 urodziny - Organizatorzy o tym nie zapomnieli i zadbali aby otrzymała skromny upominek z okazji jej święta - ile sprawił jej radości - widać po uśmiechu na twarzy :)

W między czasie podczas piknikowania na trawie wyczytano równiez moje nazwisko w kategorii osoby która pierwsza zapisała się na bieg ( szok ). Normalnie zwaliło mnie z nóg. Otrzymałam fenomenalną statuetkę - oczywiście jest to nagroda drużynowa, wszystkie razem świętowałyśmy tego dnia swój malutki sukces.




W drodze do auta skorzystałyśmy ze smakowitego grilla przyrządzonego przez studentów, cały czas celebrując naszą wspólną statuetkę.

Dzień Biegu Instalatora należał do niesamowitych, gorący, słoneczny i okupiony jak zwykle u nas licznymi problemami. Lecz od strony wydarzenia był wręcz idealny. Świetna atmosfera i wspaniali ludzie oraz dbanie o najmniejszy szczegół spowodowało że będziemy uczestniczyć zawsze drużynowo. Może z biegiem lat uzbieramy medalową skrzynkę narzędziową ? Was również do tego namawiamy :) Najważniejsze to dobrze się bawić a w tym biegu macie to zapewnione !

p.s. photo Mika w drodze powrotnej prowadziła Jolę do domu mapą Europy która w jej telefonie nie była w stanie się załadować ........ na szczęście dotarłyśmy tam gdzie trzeba.....

sobota, 16 maja 2015

Dlaczego biegasz ?

No właśnie........... post niczym spaghetti, niby można ciągle pisać o zaletach biegania, jakie to zdrowe i cudowne ach i ech.......  są jeszcze inne strony ?
Jak już pisałam wcześniej zaczęłam żeby schudnąć, ciąże, siedzenie na kanapie z ciastem i tryb życia doprowadziły do tego, że nie chodziłam prosto tylko snułam się niczym lokomotywa. Chciałam być piękna, zgrabna i powabna... z czasem stwierdziłam, że miałam chyba jakiś skok wieku bo teraz całkiem inaczej do tego podchodzę. Jak już minęła chmura chudnięcia na styl Naomi zauważyłam, że jestem zwinniejsza, zdrowsza, nagle stałam się zbita i pojawiły sie zalążki mięśni ( co to ? ) .

Podstawowa zaleta którą stwierdzi każdy - endorfiny dodają życia. Wiesz, że porzucasz życie pełne trosk i stresów całkowicie niepotrzebnych, sprawy zaczynasz rozwiązywać po kolei z uśmiechem na twarzy.
 Przy wszystkich ogólnych zaletach uprawiania sportu tylko dla siebie jest jeszcze wiele innych punktów , które należałoby wymienić szczegółowo :
- oczywiście robisz to dla siebie, nie dla innych ( oby nie na pokaz ), nie dla dzieci czy sąsiadów..... w centrum tego wydarzenia jesteś tylko TY !!!!!

- idąc na trening porzucasz cały świat, odcinasz się, jesteś podniecony - nic cię nie obchodzi bo jak narkotyk oczekujesz endorfin. Nie musisz prać, gotować, sprzątać, zmieniać śwince morskiej posłania i ładować zmywarki. Nic nie musisz, robisz tylko to co sam sobie wyznaczysz !
- ubiór - ogromnie ważny szczególnie dla mnie, po dniu pracy w sukience biurowej i siedzącego trybu wręcz modlę się o legginsy i koszulkę, biustonosz sportowy ( zero drutów ) i czapeczka. Nic więcej nie trzeba, wygoda a do tego kontrast barw zapewnia cały garnek szczęścia

- zimą chwarszczący pod butami śnieg, jesienią szeleszczące liście, wiosną śpiewają ptaszki, latem ..... no cóż zalana potem i duchotą nic nie słyszę :)
- chwila zakładania butów, zaobserwowałam z biegiem czasu, że własnie w tym momencie już mam uśmiech na twarzy :)

- wiem, to głupie ale.....MOGĘ JEŚĆ CO CHCĘ !! Tak ! Owszem - zdrowo i to bardzo zdrowo ale mogę przecież potem wszystko wybiegam. Sytuacja wygląda trochę inaczej po treningu, magia lodów z sosem karmelowym znika tylko z wyszczerzonymi zębami szukam wody z cytryną i..... dalej się cieszę

- Kolejny zakup butów czy legginsów jest mega wytłumaczalny. No bo : ufff.... na każdą porę roku przecież muszę mieć inne legginsy ( nie powiem ile mam par ), buty także - zimówki mają wyższy bieżnik, opaski i czapki dostosowane do temperatury, thermo, kompresy.....yyy to raczej temat na osobny post :)

- w tym czasie nie istnieje dla mnie magia problemów, biegam i nie słyszę : mamo widziałaś mój plecak, mamo co na kolację, Aga widziałaś fakturę, Aga a co jutro robimy, mamo a pójdziemy na basen, mamoooooo !!!!!!!!!!!!!!! Do tego 2,5 latek który mówi w różnych językach ......:)

- można jeździć na zawody i poczuć ducha rywalizacji, tak - to przychodzi z czasem ......... i jest chyba największym nałogiem. Zauważyłam, że biegacze na różnych wydarzeniach biegowych to ścisła rodzina, wszyscy uśmiechnięci i życzliwi. Oczywiście nigdy nie wystartuje jak rakieta na księżyc, dodatkowo teraz po lekkiej niedyspozycji znów zaczynam od nowa ale zawsze wiem że dam radę. Dzień zawodów to magia dla ducha, z medalem na szyi czuje dumę z ukończenia nawet na ostatnim miejscu. Czas nie ma żadnego znaczenia, liczy się wartość każdego człowieka która w tym momencie szybuje do chmur.

- a na koniec najważniejsze -  w twoim gronie będą tylko najwartościowsi ludzie, wspaniali znajomi i szczerzy przyjaciele, będzie można z nimi biegać , ćwiczyć, pić kawę po treningu i śmiać się ze wszystkiego. Wykruszą się ci którzy nigdy nie byli ciebie warci i fałszywi, zostaną perełki - diamenty, które zawsze będą przy tobie.









sobota, 9 maja 2015

Bieg Zawilca 09 maj 2015


Dzisiejszy dzień należał do Biegu Zawilca na dystansie 5km odbywającego się w Złotowie, z którego to wszystkie pochodzimy. Logiczne było, że nie mogło nas zabraknąć. Trasa opiewała ścieżki przepięknego parku Nadleśnictwa porośniętego kwiatami - zawilcami, stąd też nazwa biegu i jego termin ( środek kwitnienia tychże kwiatów ). Na starcie stanęło 700 biegaczy oraz osoby uprawiające nordic walking. Jako jedyna miałam okazję dopingować swoją drużynę wręczonym wcześniej przez męża megafonem. Oczywiście wymyśliłam od razu kilka tekstów kibica biegowego w stylu :
" Raz, dwa, Aga wygrać ma, trzy i cztery kupimy ci bajery " !
Miałam ogromną inwencję twórczą, a gdy tylko widziałam różową koszulkę - momentalnie wymyślałam kolejny tekst. Byłam dziś zwolniona z biegania.
Miałyśmy zaszczyt uczestniczyć w zawodach ze wspaniałymi osobami :
-Katarzyna Kowalska – dwukrotna olimpijka Pekin 2008 i Londyn 2012 z rekordem życiowym na 5000m – 15:48,88
Zbigniew Murawski – tegoroczny Mistrz Europy Seniorów na dystansie 1500m i 3000m.. rekord zyciowy na 5000m – 00:13.56,44
Wszystkie pseudobiegaczki ukończyły bieg z uśmiechem na twarzy.