poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wybuchowe The Color Run 21,06,2015 Poznań


Kolejny dzień i kolejne doświadczenie biegowe. Tym razem magia kolorów w pierwszy dzień lata.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale na każdy bieg czekamy z wielką radością i emocjami. Nie ma już znaczenia czy to zwykły trening, zawody, bieg charytatywny, z przeszkodami czy obrzucaniem się kolorową farbą. Zawsze to ten jedyny Nasz wspaniały dzień i radosne chwile.


The Color Run odbywał się 21 czerwca 2015 w Poznaniu przy jeziorze Malta. Dystans do pokonania to 5km, na którym ustawione były cztery bramki z farbą. Bramki wypełnione wolontariuszami zaopatrzonymi w tuby i paczki z jednym kolorem farby , którzy non stop obsypywali biegaczy pokonujących odległość ostrzeliwania ich ciał sproszkowanym szczęściem. W wydarzeniu wzięło udział ponad tysiąc osób, w tym również ogromna ilość dzieci.




W tej ogromnej ilości osób przekraczającej metę raczej nie można było znaleźć kogoś kto kwalifikował by się do grona czyścioszków. Z każdej strony należało być gotowym na kolorowy atak farbą. Jednak ciała wypełnione milionami endorfin wspaniale sobie radziły na przyjmowanie dawek proszku :)




Ukończyłyśmy najweselsze 5km w życiu , The Color Run należał do wszystkich - nawet tych którzy z bieganiem nigdy nie mieli nic wspólnego. To była dla nich zachęta na bawienie sportem i czerpanie z niego radość co widać po naszych zdjęciach. W przepiękne medale zaopatrzyła nas pseudobiegaczka Aga J, która stwierdziła, iż pomimo fantastycznego wyglądu należy się nam nagroda.
Wielkie THANKS Aga :)


Po biegu odbyła się impreza pod sceną podczas której co jakiś czas rozdawano farbę aby zebrana publiczność mogła wspólnie robić wybuchową tęczę.



The Color Run to kolejne wydarzenie na nasz biegowy kalendarz 2016 - muszę powiedzieć, że wypełnia się on dość szybko ....... ale lepsze to niż siedzenie w fotelu i marudzenie do telewizora.














Podczas The Color Run prowadzona była również zbiórka charytatywna w akcji " PZU podziel się kilometrem " dzięki której każdy pokonany 1km to 1zł na cele dobroczynne. Musze powiedzieć że przy stanowisku bieżni oraz rowerków była ogromna ilość ludzi oraz dzieci chcących wziąć udział w tak szczytnym celu. Można było malować ręce, skakać na trampolinach wypełnionych farbą oraz poodbijać w tłumie ogromną piłkę. Wszystko to utwierdziło mnie w przekonaniu, że życie powinno być wypełnione po brzeg radością i wspólnym pomaganiem w trudnych chwilach.
Tego właśnie będziemy się trzymać ....... i biegać dalej :)








piątek, 12 czerwca 2015

Toksyczne Biegaczki pokonały Terenową Masakrę !

Długo oczekiwany czerwiec - moc przygotowań, planów i kombinowania kiedyś musiało mieć swój finał. Połączyłyśmy siły z Toksycznymi Matkami z Bydgoszczy, doszło kilka dziewczyn z Malborka i stworzyłyśmy Toksyczne Biegaczki - nazwa groźna miała zapewnić nam zwycięstwo w pokonywaniu przeszkód.
Terenowa Masakra odbywała się 7 czerwca 2015 w Bydgoskim Myślęcinku na dwóch trasach 10 i 5km, aby wrócić w miarę cało do swoich domów wybrałyśmy krótszy dystans. Około 3 mce wcześniej ustaliłyśmy i wykonałyśmy drużynowe koszulki , dzięki www.baza44.pl miałyśmy zapewniony kamuflaż - trzeba było tylko zaliczyć przeszkody i cieszyć się z triumfu.

Najważniejsze pytanie biegu - bałaś się ? Nie, no co ty ! Nigdy w życiu, miałam jakieś narastające bóle brzucha na 3 dni przez masakrą, oblewał mnie pot i obserwowałam zwiększenie źrenic. Obliczałam koszt wstawienia zębów, zrastania kończyn, wybicia palców.... ogólnie mimowolnie pogłębiałam wiedzę z zakresu zdrowia. Ale w życiu bym się nie przyznała do strachu. Bo niby czego się bać ?

Zebrałyśmy drużynę, było nas dokładnie 18 niewiast gotowych do walki. Nasz start przypisano punktualnie na godz 13.00 - wcześniej chwila rozgrzewki i poszłyśmy w kłębach dymu.














W tak licznej drużynie pokonywanie przeszkód to czysta przyjemność, ilość kobiet zapewniała ciągła rozmowę na trasie - tematy zawsze się znalazły. Zauważyłam po zdjęciach, że wszędzie jestem przesadnie zadowolona - nie jestem pewna czy byłam aż tak szczęśliwa czy to z ataku paniki ..... Trasa biegu zapewniła nam podwójną pajęczynę ustawioną pomiędzy drzewami, przeprawę przez bagno - fujj ten smród, czołganie po piachu, przeprawę przez rzekę, zjazd liną do rzeki, skoki, przeskoki i najważniejsze - zjazd na d....e z błotnistej góry. Ta przeszkoda zapewniła nam komletną radość małego dziecka, odczucie wyrzutu siły błota na twarz oraz pod wpływem prędkości ślizgu - werżnięcie majtek prawie po kości biodrowe. Jeśli gdziekolwiek będzie podobna przeszkoda to zrobię ją 3 krotnie :)


















Każda z nas miała inne przygotowanie do biegu, wzajemna pomoc jest nieoceniona w pokonywaniu przeszkód. Osoby przechodzące przez drewniane ściany pomagały tym którzy dopiero się z nią zmagali. Starałyśmy się ciągle trzymać szyk - nie jest to proste i owa taktyka szybko przestała działać. Dwie z nas wydarły do przodu, potem cztery i kolejna grupa.... ale prawie wszystkie równo pokonałyśmy metę. Najbardziej zastanawiające było to, że pod wpływem ilości endorfin i zwiększonej adrenaliny w ogóle nie czuje się bólu odniesionych ran. Na przykład - bela pozostawiona w rzece przez którą trzeba było przejść i znów wskoczyć do wody - uposażyła mnie w dwa wielkie krwiste siniaki na udach ...... nic nie czułam :)








Dałyśmy z siebie wszystko, pokonałyśmy własny strach i przerażenie. Myślę, że każdy kto ma w sobie tylko tyle odwagi aby się zapisać - potrafi pokonać taki bieg. Jeśli jeszcze uzbiera tak fajną drużynę jak nasza to nic nie będzie stało na drodze do mety. W połowie trasy już myślałyśmy gdzie wystartujemy ponownie, stanęło na Spartan Race w Poznaniu - oczywiście także liczną ekipą.

















































Warto nadmienić, iż w momencie zderzenia z zawodnikami Rugby wpadłyśmy na fenomenalny pomysł. Stwierdziłyśmy, że żywa ściana będzie najlepszym taranem aby pokonać trzech facetów uzbrojonych w oprzyrządowanie sportowe plus kaski. Nie wzięłyśmy niestety pod uwagę , że ich żadne uderzenie nie zaboli. Łapiąc się za ręce ruszyłyśmy na nich. Efektem tego uderzenia, porównywalnego z betonową ścianą było wbicie pięścią jednego z nich w moją łopatkę, Aga dostała kaskiem oraz kilka dziewczyn zostało przymiażdżone ciężarem. Nie mam pojęcia jakim cudem się uwolniłyśmy ale na drugi dzień robiłam lodowe okłady po tym wspaniałym starciu tytanów.









Pokonując spotkanie z żołnierzami wojennymi, którzy nie szczędzili przy nas wybuchów petard i automatów wykąpałyśmy się w śmietniku wypełnionych błotem oraz wtargnęłyśmy na metę. Co za radość , ze już koniec. Obdrapane, obolałe i posiniaczone stałyśmy się bohaterkami samych siebie.









Czy było warto ? Pewnie, zawsze warto pokonywać własne słabości. Zawsze warto się bawić i być szczęśliwym. Ten bieg z perspektywy kobiet właśnie zapewnia wszystko. Zabija nudę i uwalnia od stresu.
Wydarzenie samo w sobie zasługuje na swój coroczny udział. Myślę, że organizatorzy w następnych latach zapewnią posiłek regeneracyjny, którego teraz mocno brakowało. Pomimo tak małej niedogodności było super.
Drużyna TOKSYCZNE BIEGACZKI :
- Malwina Rozmus
- Angelika Pyzik-Kapszewicz
- Ilona Radecka
- Karolina Barabasz
- Dorota Goździor
- Jola Wnuk
- Dominika Wrona
- Magdalena Rudol
- Beata Birecka
- Ewa Kowalińska
- Anna Tacikiewicz
- Justyna Sygulska
- Aldona Rybka
- Anna Mindykowska
- Aga Jęsiek
- Aga Ceranowska
- Joanna Czyżak
- Joanna Rzatkowska