poniedziałek, 28 września 2015

Bieg po zdrowie dla Grażyny


Dzisiejszy dzień rozpoczęłyśmy wcześnie zbiórką o 8,30 celem podróży do Poznania. Miałyśmy być w biurze zawodów Biegu dla Grażyny o 11.00, oczywiście korki po drodze skutecznie opóźniły naszą rejestrację ale szczęśliwie mogłyśmy wystartować.
 Wcześniej zapisałyśmy się na dystans 10km, niestety moje poranne dreszcze i nos niczym Renifer zmieniły trochę plany. 
Aga J nie czuła się na siłach i obydwie przepisałyśmy się na dystans 5km aby pomimo przeciwności dnia uczestniczyć w biegu. 
Na chwilę obecną jesteśmy w hotelu, ja z wypitym startym imbirem i cytryną - bo jutro bieg z przeszkodami, Aga - szaleje po sieci, Photo Mika - podziwia swoje zdjęcia. 
W tle mamy kanał disco polo bo nic innego na kablówce niestety dostępne w naszym pakiecie nie ma.


Cel wydarzenia
Cały dochód z pakietów startowych przeznaczony jest dla Grażyny, chorej na nowotwór płuc i mamy wielką nadzieję, że chociaż w micro części pomogłyśmy jej w walce o zdrowie.
Trzymamy kciuki aby wszystko w jej życiu wróciło na normalny tor.


Bieg
Biorąc pod uwagę przeziębienie, katar i dreszcze miała jedną dewizę - biegnę na podpinkę. Plan ten sprawdzał się do momentu jak ok 2-ego km obrałam swoje stałe tempo i przestałam się męczyć. W tym momencie moje przyczepki zostały w tyle. Jednak co jakiś czas korzystałam z tempa biegu osoby przede mną. Po ok 3km koło mnie potknęła się inna biegaczka, dość mocno uderzając ciężarem ciała na kolana upadła w dość dziwnej pozycji. Około 5min ją podnosiłam i jak już stwierdziłam, że wszystko jest ok, pobiegłam dalej.
Na podczepkę obrałam pewnego Pana , którego serdecznie pozdrawiam. Pan Stanisław ma 75 lat, od 30stu biega zawsze jednym tempem. Potwierdził wiele moich zasad - biega tyle lat zawsze tempem 6:50 , nigdy szybciej, uwielbia to co robi i nie zwraca uwagi na czas. Jego podejście zmotywowało mnie do wielu przemyśleń - po co lecieć na złamanie karku ?
Pan Stanisław to uczestnik wielu maratonów, jego sukces to własne tempo i jak twierdzi soki warzywne - chyba spróbuje :)














W takim przyjemnym klimacie dobiegłam do mety gdzie po otrzymaniu medalu i torby upominkowej Chaty Polskiej ujrzałam Agę , która łapała tlen ostatkami sił.
Jej bieg nie był tak cudowny jak mój gdyż nie sprzyjała jej pogoda.
Po biegu nastąpiło rozdanie nagród oraz przyjemnie spędzony czas na trawie przy plaży jeziora Rusałka. Rok temu byłyśmy, teraz też jesteśmy, za rok oczywiście będziemy :)
























poniedziałek, 21 września 2015

W ciemno na Rajdzie

Wczorajsza sobota (19,09,2015) należała do Rajdu w Ciemno - pieszej wędrówki na trasie ok 20km, której meta była wielką niewiadomą. Wiedziałyśmy, że w zestawie 6cio osobowej kobiecej drużyny stworzymy świetnie działający team. Zbiórka o 8.30, wymarsz według pierwszej mapy o 9.00................. w ciemno :)





Po około 1.5km miałyśmy pierwszy punkt i zadania z dziedziny historii naszych terenów i zabytków. Spędziłyśmy około 15stu minut w Zagrodzie Krajeńskiej na detektywistycznej zabawie szukania odpowiedzi. Wspólna praca opłaciła się gdy każda szukała odpowiedzi na inne pytanie. Zyskałyśmy tym szybko podążając dalej.






Nie byłyśmy jedyną zwartą drużyną, motocykliści i rowerzyści również wspaniale się zgrali biorąc udział w wydarzeniu. Pieszy rajd to 20km, rowerowy 40, a motocyklowy 100km. Do godziny 16ej wszyscy mieli się spotkać na niewiadomej mecie.

Tra la la i zaczęła się zabawa. Przez pierwsze kilometry i punkty kontrolne byłyśmy pełne wigoru. Powstawały coraz to nowsze dyskusje i kupa śmiechu. Wręcz bym powiedziała, że zabawa na całego. Wszystko okraszone różową flagą, która nas wiernie wspierała. Na około 8km Iza wymyśliła hymn , który już od kilkudziesięciu lat jest hymnem szkoły podstawowej w Złotowie - ale na ten jedyny dzień przysposobiłyśmy go do naszego wydarzenia.






Pogoda była cudowna powiedziałabym, że aż nadto wspaniała. W połowie trasy chciałam obcinać nożem spodnie, bo nogi mi się żywcem gotowały. Punkty kontrolne sprawdzały nasze umiejętności w rzucaniu piłką do wiadra czy czytaniu mapy. Wspólna pomoc i współpraca dawała nie tylko pozytywne efekty ale także kobiece przekrzykiwanie wolontariuszy, którzy te stanowiska obsługiwały. Nie dałyśmy im zbytnio dojść do słowa :)












Spotkała nas również dość duża frajda - podróżowałyśmy niesamowitym pojazdem ,z punktu kontrolnego do miejsca wykonywania różnych dyscyplin rajdu.
Podróż odbywała się w metalowej przyczepie z pozamykanymi oknami. Biorąc pod uwagę pogodę i cudowne słoneczne obdarowanie temperaturą - w ciągu 15stu minut schudłyśmy z 5 kg wydalając wodę i wachlując się szukając tlenu i ratunku. Znikąd pomocy. Jeden z uczestników otwierał drzwi bo klimat jazdy przypominał drogę na rzeź lub oddawanie żywcem organów. Na szczęście Iza dzielnie śpiewała cała drogę wspierając nas wysokimi oktawami.
Po dojechaniu do punktu kontrolnego w Krajence wszyscy zgodnie i w tym samym czasie rzuciliśmy się do drzwi owego pojazdu celem złapania oddechu.








Podczas zadań mogłyśmy zdobyć kwalifikacje z latania na miotle, celowania w wielką piłkę długim patykiem z zakończonym mazakiem ( broń Star Wars ), przechodzenie przez pajęczynę z telefonem w dłoni czy hula-hop do upadłego. Po fascynujących konkurencjach przyszedł czas na obiad.
Chyba nigdy w życiu nie smakowała mi tak grochówka z białym chlebem ( którego na co dzień nie jem ). Niestety była też wada tego posiłku - ciepła zupa plus zmęczenie sprawiło, że dziesięciokrotnie bardziej marzyłyśmy o leżeniu na trawie, a nie dalszym maszerowaniu.


Jednak co nas nie zabije to dwukrotnie wzmocni. Po 4h i 21km tułaczki dotarłyśmy na metę przy pięknym Jeziorze Wapieńskim.
Uśmiechy nas nie opuściły ani na trochę, nadal miałyśmy jeszcze siłę do wariacji i odpalenie świec dymnych.
W gratisie miałyśmy świetnie spędzoną sobotę, kilka pęcherzy na nogach, własny hymn, doświadczenia w postaci konkurencji oraz oczy pełne przepięknych krajobrazów naszych kochanych terenów. Dlatego kochamy tutaj być, żyć, mieszkać :)













BÓJCIE SIĘ !!!! ZA ROK TEŻ BĘDZIEMY !!!!!