niedziela, 22 listopada 2015

Nie bij mnie, kochaj mnie

Dzisiaj w ramach akcji " Nie bij mnie, kochaj mnie " organizowanej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, posadziłyśmy maskotki na ławeczkach przy placu zabaw dzieci.
Pluszaki są symbolem zwrócenia uwagi na problem przemocy wobec najmniejszych z nas. Dziękujemy naszym dziewczynom, że mając takie wielkie serca ofiarowały domowe przytulanki i ozdobiły je karteczkami. Mamy nadzieję że tak skromny gest będzie miał wielki finał.









wtorek, 17 listopada 2015

Złotowskie Spotkania Ludzi w Biegu vol 3


Dzisiaj kolejne spotkanie biegowe w coraz większym gronie. Bardzo mnie to cieszy bo im więcej osób, tym lepsza atmosfera i mnóstwo tematów. Można po części czuć się jak na kawie u koleżanki - ciągłe ploty nie licząc czasu.
Po krótkiej rozgrzewce wszyscy zgodnie stwierdzili że dzisiejszy trening to 10 km. Kilka osób z tej decyzji zrezygnowało, ale większość zgłosiła chęć udziału w dystansie.



Jak zawsze podzieliliśmy się podobnym tempem i ruszyliśmy grupami. Nasz team dzięki Malwinie poszybował do przodu tracąc przy tym resztę ekipy.
Zgodnie wśród ciągłego gadania zrobiłyśmy 10 km - jak się potem okazało byłyśmy w tym dystansie jedyne.
Może za dwa tygodnie uda się zwiększyć endorfiny . Dlatego zapraszamy niezdecydowanych do wspólnej zabawy i kończenie dnia z uśmiechem na twarzy.







środa, 11 listopada 2015

Bieg Podbiegu czyli IX Bieg Niepodległości w Pile

 Narodowe Święto Odzyskania Niepodległości czyli 11 listopada - to pamiętna data w sercu każdego Polaka. Ze strony biegacza to również dzień w którym dzieli swoją pasję pomiędzy patriotyzmem, a możliwością udziału w wydarzeniu biegowym. W tym roku postanowiłyśmy w dość okrojonym składzie ( 5 istot ) wpisać się na listę IX Biegu Niepodległości w Pile.

 

Bieg ten rozpoczynał się o godz 13ej na Placu Zwycięstwa w Pile, gdzie również zostały zlokalizowane punty żywieniowe, pakiety startowe, wręczenia nagród oraz wszelkie inne miejsca służące zebranej publiczności. Trasa prowadziła przez centrum Piły i miała długość 6200 m.
Pogoda wręcz idealna biorąc pod uwagę że jeśli chodzi o możliwość biegania to powstrzymuje mnie tylko gradobicie i tajfun. Lekka mżawka , a do tego + 14 stopni zapewniało minimalne warstwy ubioru.


Po odebraniu pakietów startowych ustawiłyśmy się w strefie wraz z prawie 700 -stoma biegaczami. Minutę przed startem biegu zauważyłam, że nie mam na bucie chipa, a pamięć zawiodła mnie katastrofalnie. Zostawiłam go przez paplanie o głupotach, na szybie w samochodzie. W błyskawicznym tempie pobiegłam do biura zawodów biorąc inny chip oraz przypisując go do siebie celem pomiaru trasy.


  


Bieg prowadził drogą asfaltową po centrum i kończył się w miejscu startu na Placu Zwycięstwa. Jeśli chodzi o krótkie streszczenie trasy to mogę stwierdzić jedno - jestem gotowa na górskie biegi o lekkim natężeniu. Miałam wrażenie, że oprócz dwóch małych spadów trasa prowadziła tylko i wyłącznie pod górę. Ale podbiegi są bardzo ważne w treningach biegaczy, także po pewnym czasie podeszłam do tego wręcz zabawnie dyskutując z pewną panią na trasie ( pozdrawiam).



















Czas nie był dla mnie w ogóle ważny ......zresztą nigdy nie był. Trafiłam na metę w strefie gdzie już medali zabrakło dla innych biegaczy. Po magicznej liczbie 500 reszta mogła się oblizać smakiem jeśli oczywiście na tym im zależało, bądź przeczytać wcześniej zasady i lecieć na złamanie karku. Oczywiście są osoby, które biegają latami i tempo 4,5 jest dla nich truchtem ale amatorzy i laicy w tej dziedzinie nie są w stanie wyciągnąć takiego tempa. Jest wiele powodów wolnego biegu, mój to satysfakcja pasji i podziwianie widoków. Zamiast medalu za ukończenie biegu dostałam cukierka z kartonowego pudła...... akurat ja, która nienawidzi cukru......niczym strzał w serce :(



Organizatorem biegu było Starostwo Powiatowe w Pie, które to zapewniło biegaczom wydarzenie i oszczędności. Na przykład przed startem Pan obsługujący wielki gar z grochówką krzyczał " Bierzcie teraz bo potem nie będzie " ! Nie wiedziałam czy pakować w trojaki do domu czy jeść po drodze biegnąć. Jego krzyk spowodował zwiększenie kolejki w miejscu gdzie i tak nie miałam ochoty trafić. Marzyłam o wodzie do picia, której również zabrakło..... nie załapałam się dobiegając do magicznej 500. Ale pomimo oszczędności otrzymałam medal. Niestety nie od obsługi biegu, a od Marka Szwedy - ultra maratończyka, którego bardzo cenię za jego osiągnięcia i siłę walki.
Dziękuję Marku, z twojej strony to był mały gest, a dla mnie bardzo ważny. Teraz ja mogę ten medal ofiarować komuś, kto dzisiaj go nie zdobył, a walczył z trasą równie silnie jak inni.

 



Nie jestem pewna po co jest organizowane takie wydarzenie przez powiatowe instytucje. Osoby reprezentujące przychodzą tylko po to aby dobrze ustawić się do aparatu, a w momencie kłopotów usuwają się w kąt. Jeśli są ograniczenia to po co brać się za organizację ?
Oczywiście wiadomo - przesłanie biegu to Odzyskanie Niepodległości........co nie oznacza, że trzeba iść na skróty. Za rok z pewnością weźmiemy udział w biegu 11 listopada, ale nie będzie to Piła.
Ale czego się spodziewać bo bezpłatnym udziale i to jeszcze ze strony instytucji rządzącej.


p.s. Mój medal już został przekazany dalej :)

sobota, 7 listopada 2015

Bieg na sześć łap i nie tylko....

W dniu dzisiejszym miałyśmy zaszczyt uczestniczyć w świetnym wydarzeniu organizowanym na Naszym rodzinnym terenie. Bieg na Sześć Łap to akcja charytatywna kierowana przez Kasię Borkowską (Ironwoman) na terenie Schroniska Złotów.
Punktualnie o godzinie 12:30 zostały nam wydane pieski, które wcześniej mogłyśmy wybrać i zarezerwować z galerii strony biegu. Każda mogła cieszyć się i bawić ze swoim małym wielbicielem.
Z uwagi na charakter i samo przesłanie wydarzenia, zabrałyśmy swoje pociechy celem uświadomienia ich, że na świecie prosty gest ma znaczenie.
Powiem szczerze, że mój 11-sto letni syn był przeszczęśliwy ze spaceru wraz z Rudim.
Sam bieg - biegiem nie był tylko przyjemnym marszem na odległość ok 5 km. Nie wszystkie psy to szaleńcze istoty z zaprzęgów śniegowych. Niektóre to zwykłe kanapowce ze zwiększoną potrzebą głaskania.
















Wydarzenie trwało około 1,5 godziny, niestety żadna z nas nie mogła zabrać swojego pupila do domu ale mamy nadzieję że ten mały gest trochę rozweselił ich smutne chwile.
Z pewnością następnym razem również weźmiemy udział ....... bo warto pomagać.