wtorek, 22 marca 2016

Krajna Adventure Race 2016 Trasa Krótka - etap kajakowo biegowy

Krajna Race Adventure w połowie miałyśmy zaliczony, po pokonaniu 3 km biegu i 32 km roweru mogłyśmy przejść do następnych etapów. Otrzymałyśmy niebiański kajak, kapoki i według mapy czekało nas 8km w naszej przyjaznej łupince. Wystartowałyśmy z jeziora w Sławianowie, kierując się w stronę rzeki Kocuń, która była dla nas główną trasą. Jest to wąska, płytka rzeka położona w części strefy bagiennej. Etap ten wymagał od nas wielu ukrytych talentów. Z uwagi na zlokalizowaną śluzę w jednym miejscu, trzeba było przenieść kajak po trawie i ruszyć dalej.
Bardzo często zakleszczałyśmy się na płytkim dnie niczym statek na mieliźnie radząc sobie sposobem flisaków i odpychając wiosłem skierowanym pionowo. Sposób ten miał jedną wadę - Aga J dostała 3 razy wiosłem ode mnie, za co ja zostałam obdarzona maseczką ze zgniłych trzcin. Miałam również wielką przyjemność doświadczenia strzału w twarz z rozpędzonej trzciny, co zapamiętam na długo. Na trasie kajakowej zlokalizowane były 3 punkty, które należało zaliczyć i podbić kartę. Czwartym punktem był przepak B, na którym mogłyśmy swobodnie przebrać się w etap biegowy oraz ruszyć dalej według mapy.

Czekało nas następne 15 km do mety, zaliczanie punktów i wielka topografia. Po dwóch zaliczonych miejscach zgubiłyśmy się. Z wielkim bólem trzeba się przyznać - w końcu to rajd na orientację.
Punkt nr 14 wyprowadził mnie do lasu i wymagał przejścia przez rzekę. Wcześniej szukając dotarcia w oznaczoną strefę krążyłyśmy trochę tracąc cenny czas. Po dotarciu do rzeki nie było innego wyjścia jak ściągnąć buty, skarpety, podwinąć legginsy i przejść wodę do połowy uda na drugą stronę. Tam właśnie na samym czubku ambony miałyśmy punkt, który był dla nas największą zmorą.
Zmęczone, zmarznięte, z mokrymi spodniami ruszyłyśmy dalej. Nasze uśmiechy na twarzach były już efektem przymarzania, a potęgował je głód, na szczęście siła walki nie pozwalała zwolnić.


















Ostatni punkt nr 18 to zadanie specjalne i pływanie na dwóch dętkach połączonych listwami na jeziorze. Z uwagi na duże podtapianie zawodników ( już zaliczyłyśmy rzekę ) oraz długą kolejkę która gwarantowała 45 min marznięcia w mokrych legginsach - zrezygnowałyśmy z wykonania zadania. Perspektywa zastrzyków przez następne tygodnie nie wyglądała optymistycznie. Ze spuszczonymi nosami po lekkiej porażce, udałyśmy się na miejsce mety zlokalizowanej w biurze zawodów MKS Sparta Złotów
W nagrodę za zaliczony rajd równo 62 km otrzymałyśmy przepiękne ręcznie wykonane miseczki z logo rajdu, a jako drużyna kobieca wygrałyśmy haftowane fartuszki.

Epilog : Jak już usiadłam na ławce i zjadłam zupę z mojej pięknej zwyciężonej miseczki to przyszło największe zmęczenie jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Byłam wykończona, szczęśliwa ale wykończona. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego w tym dniu np nie mogłam robić cokolwiek innego, nie wiem... obierać ziemniaków, malować już jajka na święta czy np sprzątać i myć okna. Dlaczego jestem tak szalona, że porywam się na coś, na co większość nie znajduje siły ? Mój mąż spytał mnie rano po co biorę udział w rajdzie? Oburzyłam się mówiąc jak to po co, po to aby się sprawdzić ! Na to on , że jak się chce sprawdzić to mam wystartować w trasie długiej. Zamurowało mnie.
Nie czekałam na ogłoszenie wyników, zostawiłam dziewczyny i wróciłam do domu, mój młodszy 3 latek był przeziębiony i chciałam już być przy nim. Dzisiaj dopiero dotarło do mnie jak wiele osiągnęłam, ile siły posiadam w sobie i jak silną mam psychikę, że walczę do końca. Duma mnie rozpiera i życzę tego doświadczenia każdemu kto uważa, że nie da rady.

Kwestia organizacji : Ten temat to wielkie brawa w ciągłości przez około 365 dni do KAR2017.
Rajd perfekcyjnie przygotowany, strefy, etapy zawsze oznaczone i widoczne. Nawet gdybym zaczęła wyszukiwać jakichkolwiek mikroskopijnych błędów to nic by z tego nie było.
Mapy przeprowadzały nas przez miejsca piękne, wyodrębniające cudowne tereny Krajny, o których nie miałyśmy pojęcia. Strefa medyczna, żywieniowa i troska oraz obserwacja każdego zawodnika powoduje, że ZA ROK RÓWNIEŻ WYSTARTUJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!! OOOO TAK !!!!!












poniedziałek, 21 marca 2016

Krajna Race Adventure 2016 Trasa Krótka - etap biegowo rowerowy



Krajna Race Adventure - rajd na orientację składający się z trzech dyscyplin oraz zadań specjalnych. Dwie trasy : krótka 60 km oraz długa 160 km - w tamtym roku to było moje największe marzenie.
Pamiętam jak śledziłam drużyny w 2015 r z wielką zazdrością, ale trzeźwo patrząc na swoje marne przygotowanie aby być jego uczestnikiem. Jednak miałam przed sobą rok pracy, który wykorzystałam w całości. Pól roku wcześniej przed wydarzeniem zaczęłam szukać crossowego roweru, robiłam wybiegania po lesie i wdrożyłam siłowe ćwiczenia. Dystans rajdu był dla mnie nierealny aby został pokonany. Lecz wiara w sukces trzymała mocno moja motywację.
Przyszedł ten dzień, ten jedyny i ważny, spakowane ruszyłyśmy do bazy zawodów zlokalizowanej w MKS Sparta Złotów. Krótkie przywitanie, wyjaśnienie zasad, czytanie map i przemieszczenie rowerami na Plac Paderewskiego. Tutaj miał rozpocząć się prolog rajdu, bieg ok 3 km po punktach miasta i zdobywanie miejsc wyznaczonych na mapie. Każdy z duchem walki ruszył w takim tempie, że chyba nigdy tak szybko nie biegłam. 
Przypominało to zawody o złotą kulę. Żar rywalizacji, aż unosił się w powietrzu paląc wszystkie zdziwione twarze na około. 
Po zakończeniu 5-ciu punktów wróciłyśmy na plac po rowery, szybka reorganizacja w zestaw obowiązkowy i rozpoczęłyśmy kolejny etap. Trasa rowerowa liczyła 32 km, mapa wyznaczała punkty, na których należało się znaleźć i podbić kartę zaliczenia stref.
Byłam głównym topografem, miałam za zadanie nie wyprowadzić nas w szczere pole. Muszę się przyznać, że Bear Grylls byłby ze mnie dumny i z pewnością chciałby mnie w swojej ekipie.
Punkty rowerowe zaliczałyśmy w dość szybkim tempie i bez żadnych problemów. Trasa prowadziła głównie przez tereny polne, leśne, część dróg asfaltowych. Etap ten kończył się w Sławianowie. 
Przepak A został zlokalizowany w Szkole Podstawowej. Po małym odświeżeniu dostałyśmy w nagrodę cztery zadania logiczne, z których dwa należało rozwiązać aby przejść do kolejnego etapu.
Na szczęście Aga J szybko poradziła sobie z zadaniami i mogłyśmy zbierać się w podróż wodną :)





W momencie rozwiązywania zadań logicznych zrobiło się ciepło i bardzo przytulnie, pomimo tego, że siedziałyśmy na szkolnym korytarzu. Do tego ciepła doszło zmęczenie nóg po jeździe niczym struś pędziwiatr. Stwierdziłam, że jeśli szybko nie ruszymy dalej to na kajaku zasnę i będziemy płynąc dobę. Zwarte szybko zaznaczyłyśmy odpowiedzi i wbiłyśmy się w kapoki do których gratisem był niebiański kajak........ który po 5 km był już moim koszmarem.
cd część II

poniedziałek, 7 marca 2016

Toruń nocą......i do tego w biegu ? Pewnie !! Zapraszamy :)

Macie plany na czerwcowy sobotni wieczór 11 czerwca ? Możemy Wam zaproponować świetne bieganie plus zwiedzanie w jednym pakiecie. Wcześniej pyszną herbatę i worek ciepłych pierników w towarzystwie Mikołaja Kopernika.
Nocna Dycha Kopernikańska to bieg na dwóch dystansach 10 i 5 km w towarzystwie ścisłego centrum Torunia oraz przepięknej Wisły. Wszystko w ramach nocnych lamp, myślę że jest również szansa do przebrania za świetlika :D
Zapraszamy i namawiamy do zapisów,. U nas już drużyna zwarta i gotowa czeka na start.
http://nocnadycha.com/

 


czwartek, 3 marca 2016

Warszawa pamięta bohaterów

Miesiąc temu po treningu dostałam wiadomość od mojego męża, że w prezencie urodzinowym - chce abym pobiegła w Warszawie. Na początku szok i zaskoczenie, za moment frajda i radosć z nowego wyzwania. Jego pomysł polegał na zwiedzaniu stolicy oraz nagraniu obchodów z okazji święta Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Bieg zorganizowany przez liczne instytucje narodowe był upamiętnieniem i oddaniem hołdu tym, którzy walczyli za nas i naszą wolność.

Wyjazd w piątek rano, cały weekend zwiedzania i uświadamiania dzieciom na temat zabytków i historii. Codziennie pieszo robiliśmy około 12stu km co zapewniało niezłą rozgrzewkę przed biegiem. W niedzielę od godziny 10tej w Parku Skaryszewskim startowały kolejno tury biegowe na 5 km, 1963m oraz moje 10km. Byłam zapisana na II turę - godzina startu 13,45. Wcześniej dopingowaliśmy wszyscy uczestnikom biegów, mieliśmy zaszczyt zjeśc wojskową grochówkę i byc świadkami inscenizacji wojennych. Atmosfera Parku była bardzo patriotyczna.


 Cztery kółka parku minęły szybko i zostałam właścicielem pięknego medalu, który otrzymali wszyscy uczestnicy Biegów Żołnierzy Wyklętych w całej Polsce. Było nas wszystkich 40 tysięcy - wielka mobilizacja i szacunek za pamięć. Moje trofeum otrzymał mąż, którego marzenie zostało spełnione. Sam wyjazd i pomysł spowodował, że będziemy uczestnikami tego święta w każdym następnym roku.