wtorek, 21 czerwca 2016

W duchu komandosów Formoza Challenge 2016


Po dwóch dniach od startu, który doszczętnie sprawdził nasze możliwości szczerze przyznaję , że boli mnie dosłownie każda kostka i każdy najmniejszy wewnętrzny mięsień. Formoza Challenge to bieg nie dla wszystkich. Z pewnością nie dla kanapowców i osób, które swój dziewiczy start biegów z przeszkodami wycelują własnie tutaj.
Bieg ten ewidentnie został przygotowany przez osoby wyszkolone w sferze wojskowej. Każda przeszkoda była precyzyjnie przemyślana , a jej niewykonanie karane bagatela 30stoma pompkami.
Chyba największa karą dla nas był start fali o 9.40, oznaczało to wojskową pobudkę przez co posypała nam się drużyna. Nasz lądowy komandos Iza zaspała, Photo w ogóle się nie obudziła, a my czekając na krawężniku na resztę byłyśmy obiektem zainteresowania ludzi zmierzających na poranną mszę.
W końcu jednak udało się skompletować większość ekipy. Ruszyłyśmy na Oborniki w duchowym nastawieniu, że nie będzie tak źle , w końcu jakieś tam przygotowanie posiadałyśmy. Na początek przywitała nas kilometrowa kolejka do pakietów. Jednak z uwagi na szybki start udało się nam otrzymać numery wcześniej z dodatkowych okienek.


Tor motocrossowy w Obornikach najeżony był przeszkodami, resztę umiejscowiono w lesie oraz terenach bagiennych. Słońce prażyło niemiłosiernie, a my miałyśmy po prostu pełne majty. Najgorsze, że nie wiedziałyśmy co nas czeka. Perspektywa udziału 60ciu kobiet na 800 mężczyzn nie wróżyła najlepiej. Nasza fala - start i od razu kąpiel wodą z dwóch węży strażackich. Na początku myślałam, że to fajny pomysł z uwagi na temperaturę. Zawsze to jakieś schłodzenie....... niestety.....Późniejszy teren przypominający zaniedbaną morską plażę i klejący się piasek do mokrego ciała uświadomił nam, że obciążenie wodą nie było przypadkowe. Biegło się wprost magicznie..... jak słoń w błocie.





Trasa biegu o dystansie 10 km naszpikowana 50-cioma przeszkodami należała do trudnych zadań. Był to sprawdzian własnych możliwości na każdym poziomie.Pomimo zmęczenia muszę szczerze przyznać, że Formoza Challenge to nasz numer jeden biegów z przeszkodami. Nie ma równych względem pomysłów organizacyjnych, zadań, ukształtowania terenu i rozmieszczenia przeszkód. Na całej trasie, przy przeszkodach ustawiony był wojskowy pilnujący wykonanie zadania. Za chwilową niemoc nagradzał min 30stoma pompkami. Przez cały bieg wykonałam ich 60... zważywszy ilość przeszkód to i tak mało.







Radość z ukończenia biegu była ogromna, strefa finiszera zapewniała leżaki które zostały szybko przez nas opanowane. Miałyśmy na sobie wszystkie elementy przyrody, bagna, mikroorganizmów i fauny oraz flory. Biorąc pod uwagę czołgania w błocie i przedzieranie się przez bagna posiadałyśmy na sobie specyficzny zapach zgnilizny. Szybki lodowaty prysznic, ogromna bułka jako posiłek regeneracyjny i piwo dla wygranych - tak spędziłyśmy godzinę relaksu po biegu.
Duma z pokonania własnych słabości i siła ukończenia biegu komandosów spowodowała, że za rok nasza obecność w Obornikach jest obowiązkowa.

Komandos Aga Ceranowska
Komandos Kasia Borkowska
Komandos Aga Jęsiek
Komandos Justyna Skrentna
Komandos Dagmara Boniecka Ludka
Komandos Iza Szmyt
Baczność !!!!!!!!!!!

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Nocna Dycha Kopernikańska 2016


Gdyby cofnąć się ze 4 lata wstecz to z moich ust wyszłoby coś w stylu - nocą to się raczej śpi , a nie lata po ulicy .... Na szczęście to mogło być tylko daawno temu. Teraz nie marzyłam o niczym innym jak zwiedzanie pięknego Torunia w blasku ciemnych ulic przyozdobionych w lampy,ciemne zaułki i przemykanie jak w kryminalnej ucieczce.
Około pół roku temu dostałyśmy od organizatorów zaproszenie na bieg. Samo słowo " nocny " już kusiło dość wystarczająco, że bez wahania uformowała się konkretna drużyna. W pierwszej wersji miała z nami biec Dorka, ale kontuzja z Terenowej Masakry spowodowała, że jej miejsce objął kolega Rafał. W dniu biegu musiałyśmy czekać na Agę, która kończyła pracę o godz 19 ej więc z szybkością światła bardzo starałyśmy się aby zdążyć do biura zawodów. Na szczęście droga nie była zatłoczona i udało nam się być dużo wcześniej.
Na miejscu był już Rafał z Markiem, oraz dziewczyny z Elbląga pod świetną nazwą klubową "ATAK". Wszyscy zwartą drużyną ruszyliśmy na start. Pokaz fajerwerków przed rozpoczęciem biegu to świetna atrakcja i wielki atut tego wydarzenia. Po przywitaniu przez władze Torunia wszyscy ruszyli w swoja nocną przygodę.
Muszę przyznać, że to było magiczne 10 km ciemnymi , krętymi, brukowanymi uliczkami. Droga prowadziła blisko Wisły, starym rynkiem, koło zamku z którego dochodziły okrzyki kibiców .Na całej trasie rozstawione co jakiś czas osoby głośno dopingowali biegaczy.
Na około 8 km ustawiony był głośnik, z którego miodem na moje zmęczone ciało był przebój Modern Talking. Lekkie podbiegi w drugiej części trasy były mocnym urozmaiceniem dystansu.   Głośno podkręcona muzyka dodała tylko powera, żeby ukończyć przygodę finiszując na stadionie.
W biegu wzięło udział 1500 biegaczy na dwóch dystansach 5 i 10 km. Biorąc pod uwagę całą organizację , zabezpieczenie, posiłek po biegu i doświadczenie odbioru medalu za ukończenie biegu na stadionie - zaliczam Nocną Dychę Kopernikańską to naszych faworytów. Jeśli zdrowie pozwoli - za rok również będziemy przemierzać Toruń w blasku nocy :)
























środa, 8 czerwca 2016

Magia kolorów na The Color Run Poznań 2016

The Color Run w Poznaniu po raz drugi przechodzi po mału do naszej biegowej tradycji. Jest to dla nas bardziej zabawa niż zawody. Nie da się ukryć, ze ilość ludzi ( 7500 ) na wąskiej drodze wokół jeziora Malta jest dość kłopotliwa. W wydarzeniu bierze udział bardzo duża ilość małych dzieci więc czujność trzeba mieć zwiększona o 1000 procent. 
Ale wracając do sensu The Color Run - przede wszystkim radość, zabawa i kolorowe szczęście to podstawy wydarzenia. Tony farby w pięknych, żywych kolorach na uczestnikach przyprawia o pełen uśmiech na twarzy. Po pokonaniu 5km trasy i 5ciu bramek z farbą docieramy na metę, gdzie w nagrodę każdy zostaje srebrny medal na szarfie z kwiatów.
Ten bieg to super spędzona niedziela. Warto tam być , warto to przeżyć. Polecamy kolorowe doświadczenie wszystkim - nie tylko zatwardziałym biegaczom. Życiówki tutaj nie istnieją !!!!