wtorek, 27 września 2016

Półmaraton Świętych Mikołajów 2016


Kolejny rok jesteśmy ambasadorkami Festiwalu Świętych Mikołajów w Toruniu.
Rok temu uczestniczyłyśmy w swoim pierwszym półmaratonie otoczone biegaczami w Mikołajowych czapkach. Muszę powiedzieć, że magia świąt, świetna atmosfera i super organizacja sprawiły że ten dziewiczy start na dystansie 21 km 97,5 m był wspaniałym przeżyciem. Na mecie wręczono wszystkim przepiękny ceramiczny dzwonek, który wśród mojej całej kolekcji medalowej jest jedyny w swoim rodzaju.
Jeśli chcielibyście zmierzyć się z półówką maratońską ale strach potęguje decyzję to zapewniamy - w tym biegu bierze udział mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy wspierają, dopingują i pomagają na trasie. Atmosfera jest bajkowa, prowadzi przez część miasta i leśne obrzeża Torunia. Na całej trasie miejskiej można liczyć na doping kibiców. Z pewnością uczestnicy wyjadą po biegu z uśmiechem na twarzy.
Link do zapisów http://biegmikolajow.pl/

poniedziałek, 5 września 2016

Triathlon po koleżeńsku

Kilka godzin po wspaniałej rywalizacji trzech dyscyplin zaczynam odczuwać zmęczenie. Na szczęście ciepła miska soczewicy z warzywami rozgrzewa mięśnie i rozsiewa wielki błogostan.
Ta niedziela była wręcz wspaniała, świetna pod względem sportowym i przyjacielskim.
Jakiś czas temu zostałyśmy zaproszone do udziału w Pierwszym Koleżeńskim Triathlonie organizowanym przez zapalonego fanatyka Tri Marcina Jasona. Oczywiście nie było chwili zastanowienia i już nasze nazwiska pojawiły się wśród 20-sto osobowej listy uczestników.
Poleciałyśmy na żywioł....dosłownie....po rajdzie byłyśmy mocno wyczerpane, nowe rowery też stanowiły zagadkę, a dwa bez treningowe miesiące w pływaniu wróżyły katastrofę. Na szczęście atmosfera samego wydarzenia oraz w pełni uśmiechnięci uczestnicy ugasili wszystkie nasze troski.
Sama organizacja na poziomie Ironmana, dopięta na ostatni guzik sprawiła, że automatycznie człowiek nabierał energii. Wkraczając w strefę zmian momentalnie byłyśmy otoczone pozytywnymi ludźmi, ich rodzinami i dziećmi skupionymi razem w jednym celu. Ten cel to świetna wspólna zabawa pasją.
9.30 - odprawa, szczegóły tras, punkty na które trzeba uważać, nawrotki .....chwila oddechu i ruszamy na start
10.00- zbiórka przy jeziorze Płotki, następna chwila na omawianie odcinka pływackiego i po chwili jesteśmy w wodzie......zimnej wodzie, strasznie.....nie wiem czemu weszłam....w suchej piance było tak ciepło.
Wystrzał i płyniemy...........za moment jedna boja, druga , trzecia 450 m za nami, wychodzimy...z uśmiechami na twarzy, bez jakiejkolwiek spinki. Jeden problem z głowy, żyję, nie utopiłam się...nie jest tak źle. Jednak dotarło do mnie , że przerwa w treningach pływania to strasznie głupi pomysł.
Lecimy na strefę, szybkie przebranie ......legginsy, koszulki, kask i już jesteśmy na trasie rowerowej.
Strach w oczach bo asfalt śliski, a rower testowany 3 razy, opony szerokości główki od szpilki nie napawały radością. Po około 6-ciu km obudził się głodomór prędkości i pomimo wzniesień chciałam zamienić się w świetlną kulę.Pędziłam, gadałam i chciałam tak kręcić pół dnia.
Po 12 km nawrót i druga połowa szybsza, sprawniejsza , całkowicie przegadana z towarzyszem trasy Pawłem. Nie mam pojęcia jak minęło 24 km, chyba przez miliony tematów przestaliśmy skupiać się na odległości.

Ponownie strefa zmian, Chwila na wodę i lecimy biegiem , czeka nas 2,600 m i nawrót do mety. Niestety muszę przyznać, że ten etap pokonaliśmy baardzo wolno, za to szybko dyskutując. Ale liczy się udział i meta, na którą wbiegliśmy nadal w pełni formy z uśmiechami na twarzy.
Koleżeński Trithlon mógłby z powodzeniem stać się rytualnymi wydarzeniami w całej Polsce, pod warunkiem organizatora takiego jak Marcin. Wszyscy, którzy uczestniczyli wraz z nami otrzymali nagrody, ciepły posiłek, było ognisko oraz pełen dostęp do pomieszczeń sanitarnych.
Muszę powiedzieć, że na wielu zawodach, których byłam uczestnikiem, nie zatroszczono się tak jak dzisiaj w Pile. Jednak ogromnie żałuje bo to już koniec sezonu tri i na następny taki trening trzeba czekać do późnej wiosny.........ale warto, do czego wszystkich namawiam.