poniedziałek, 9 stycznia 2017

W poszukiwaniu Ducha Lasu Nekielki

Obojętnie co by się nie robiło to niedziela chyba jest najcięższym dniem do rannego wstawania. Jednak duch walki i myśl drogi na zawody pomaga w porannych czynnościach dużo bardziej niż ta, która każe iść do pracy. Szybka kawa, ubieranie na cebulkę i już byłyśmy w aucie. Do zespołu dołączył Ziemek i Ewa, razem z Agą pomimo kontuzji chciały nam kibicować.
Zimowy Półmaraton Ducha Lasu organizowany po raz pierwszy stał się dla nas obowiązkowym punktem w wydarzeniach. Głównie za samą organizację, opiekę nad uczestnikami i ogólną oprawę. Trzeba przyznać, że nigdzie indziej jak własnie tutaj na 10-tym km trasy nie smakowała mi tak bardzo ciepła herbata.
Zanim jednak rozpoczął się bieg Aga zachwycona moim nowym zegarkiem ustawiła funkcję stadionu. Mądry sprzęt liczył jeden stadion co 400 m i sukcesywnie brzęczał mi na ręce co dało w sumie 54 brzęczenia na całym dystansie półmaratonu. Dlatego korzystając z okazji chciałabym baaaardzo podziękować sprawczyni pogrzebania funkcji. Gdyby nie prezent i wartość urządzenia to po 5tym okrążeniu byłby w krzakach :)
Ogólnie cała trasa przebiegała w pięknych leśnych terenach. Pogoda mroźna, śnieg i słońce. Idealny dzień na bieganie. Jednak bieg potraktowałam treningowo gdyż zmarzliny i burty na drodze wypełnione lodem wróżyły kolorowy siniak na udzie bądź skręconą kostkę. Wzmożona ostrożność pomogła obserwować wszystko na około, włącznie z sarną przebiegającą drogę w poprzek.
Organizacja - najwyższy poziom, trasa idealnie oznaczona, co każdy kilometr kartka, ciepła herbata, czekolada, wolontariusze rozstawieni zapewniali bezpieczeństwo uczestników i  ciepły posiłek po biegu, który ratował zmarznięte ciało. Było na prawdę super - małe wydarzenie, a zostawiło ciepłe wspomnienia. Do zobaczenia za rok :)